Ewa Stankiewicz: O próbie uciszenia prawdy i dziewczynce w różowej kurteczce.


kamienie wołać będaMinęło 2000 lat i nic się nie zmieniło. Skąd w Ewangelii głoszonej w niedzielę palmową znalazło się wszystko, co znamy z doświadczenia?

Jest próba uciszenia prawdy przez przestrzegających prawa świeckich ekspertów, czyli faryzeuszy, którzy naciskają na Jezusa w tej sprawie.
Jest odwaga w dramatycznej odpowiedzi mówiącej o sile prawdy i tęsknocie za prawdą nie do zabicia “Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą”.
Są fałszywi dobroczyńcy narodów. 
Jest wiedza o zdrajcy w najbliższym gronie i niepokój uczniów, który to z nas?
Jest zwykły lęk przed śmiercią Jezusa i ukojenie we wspólnocie podczas wieczerzy.
Są barbarzyńskie tortury, naigrawanie się z bólu i upokarzanie konającego.
Jest słabość Heroda, który bardzo chce się spotkać z Jezusem, ma do niego wiele pytań, ale okazuje mu pogardę pod wpływem oskarżeń umocowanych w prawie arcykapłanów.
Mamy też z życia wzięte pojednanie dwóch wrogów w sojuszu zła, Heroda i Piłata.
Jest hejt i fałszywe oskarżanie przez tych, którzy czują zagrożenie utraty swoich wpływów.
Jest miasto niespokojne, w którym wybuchają rozruchy (to podczas zamieszek w Jerozolimie jeden ze skazańców miał dopuścić się zabójstwa).
Jest krzycząca niesprawiedliwość, kiedy ustosunkowani obywatele i tłum domagają się uwolnienia złoczyńcy, a śmierci niewinnego.
Jest głośny PR w złej sprawie. “Nalegali z wielkim wrzaskiem” (!) według świadectwa Ewangelii.
Jest wreszcie ktoś wyjątkowy na swoim stanowisku, człowiek dobry i sprawiedliwy, członek Wysokiej Rady. “Nie przystał on na ich uchwałę i postępowanie”. To ten, który zaopiekował się ciałem Jezusa.

Ewangelia wprost uderza trafnością opisu naszego współczesnego świata. Słucham jej w dużym kościele na warszawskim Mokotowie. Wszystkie ławki zajęte. Ale główny środkowy korytarz jest pusty. Podczas mszy przebiega przez niego w kierunku ołtarza po skosie na drugą stronę mała dziewczynka w różowej kurteczce. Kilkadziesiąt razy. Nie byłam tym zachwycona, zwłaszcza, że dziewczynka przemierzała kilkunastometrową trasę między ławkami z uporem godnym jedynie dziecka. Aż nagle zdałam sobie sprawę, że to nie jest zabawa.
Na początku mszy weszli w czwórkę do kościoła: rodzice, dziecko i staruszka o lasce. Mama dziewczynki trzymała staruszkę pod rękę. Ojciec znalazł pustą ławkę po prawej stronie z przodu kościoła. Ale staruszka znalazła wolne miejsce wcześniej w ławkach po lewej stronie. Tam zmieściła się tylko ze swoją córką. Mężczyzna sam poszedł do przodu. A mała dziewczynka w różowej kurteczce?
Z uporem biegała całą mszę świętą od ławki do ławki, próbując połączyć rodziców. Jak można było jej to zrobić?

Reklamy