Chyba, że będzie lało

Co będzie, jak będzie lało? Ano, powódź stulecia, już kolejna. Ale, może nie. Jak nie będzie lało, to nie będzie powodzi, czyli będzie kolejny sukces i ponownie państwo zda egzamin. A jak lunie, to nie zda. A właściwie, zda, zda jak najbardziej, bo w końcu, jak wyjaśnił Pan Prezydent Komorowski (oby żył wiecznie, byle z dala od czegokolwiek, co wymaga napisania czegoś) woda, jak to woda, zbiera się, a potem sobie spływa w stronę morza.

No, więc w końcu, jak sobie już spłynie do morza, to egzamin będzie można uznać za zdany.

No, a potem, kto by się tym zajmował, są ważniejsze rzeczy, w gałę haratać, koko euro spoko zrobić, a nie się martwić, jak jakiś kwękolący czarnowidz, że znowu będzie lało. Z audytu Projektu ochrony Przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry za 2011 r.” wynika, że „Nie tylko nie nadrobiono powstałych opóźnień, ale uległy one powiększeniu”.

W wyniku opóźnień przewidywany koszt budowy zbiornika na Odrze wzrósł o ponad 300 mln euro (1,2 mld zł). Teraz na zalew trzeba będzie wydać prawie 830 mln euro (3 mld 220 mln zł). Sama obsługa przyznanych nam kredytów na ten cel już kosztowała Polskę prawie 12 mln zł – alarmuje Najwyższa Izba Kontroli.
Przez minionych pięć lat nie udało się nawet sporządzić pełnego projektu inwestycji. W tej sytuacji wojewoda nie mógł wydać pozwolenia na budowę. Nie wykupiono gruntów, na których miałby powstać zalew. Już dziś wiadomo, że na realizację inwestycji trzeba będzie znaleźć nowe źródła finansowania. Na pieniądze Unii Europejskiej nie już można liczyć, bo kończą się programy, w ramach których można było je uzyskać.

No, ale konsultant Biura Koordynacji Projektu Ochrony Przeciwpowodziowej Dorzecza Odry dostaje 700 złotych dziennie, a rzecznik 400 zł za dzień pracy. Za takie psie pieniądze nikomu by się nie chciało nawet zajrzeć w te wszystkie papiery, tym bardziej, że, jak już mówiliśmy, być może w ogóle nie będzie lało.

A jak będzie, to Pan Premier w swojej legendarnej już kryzysowej kurteczce i z marsowa miną będzie objeżdżał zalane rejony i nawoływał, żeby tych, co zawinili, zapamiętywać i podawać mu nazwiska, a on już ich ukarze, to znaczy „da burę”, jak to ma w zwyczaju w najcięższych przypadkach. W lżejszych przypadkach po prostu „będzie namawiał kolegów”, by się poprawili. Bo, to muszę uprzedzić nikczemne oszczerstwa, Pan Premier za nic nie odpowiada, to źli urzędnicy zaniedbali, zawinili, nie poinformowali Pana Premiera, który w natłoku innych zajęć po prostu nie ma czasu, by się dowiadywać, no chyba, że w trakcie jazdy będzie miał radio włączone, coś tam powiedzą o pełnej godzinie, może się zainteresuje. Może, podkreślam, nie na pewno. Ale, przecież nie od tego jest, od razu się umówmy. Nie taka była umowa, jak robiono parę lat temu casting na Trzech Tenorów, zresztą, nie trzech, tylko czterech, jak się Gromosław Czempiński kiedyś wygadał. Tak jak w Boys Bandzie, każdy ma swoja rolę, jeden jest ładny, jeden czupurny i zbuntowany, jeden ma dredy, drugi grzywkę blond, jeden ma krawat, drugi wyświechtany dres, wszystko po to, by zaspokoić różne segmenty elektoratu. Ot, jak Palikot i Gowin, na przykład. Ach, jak się różnią, że bardziej nie można, ale, jakby im ściągnąć te garnitury, to pod spodem gacie tej samej drużyny, a raczej onucki i koszulki moro, bo ta drużyna, to raczej taka wojskowa jest. A może i „gimnastiorka” w paski się pokaże?

On miał być sympatyczny i kojarzyć się tylko z dobrymi wiadomościami, jak są złe, to czeka w szafie, aż się okaże, jakie są sondaże i co ma mówić. Jak go zapytają, z nagła, a nikczemnie, „jak żyć”, to się trochę gubi, bo tego akurat na kartce nie miał. Oj, pewnie „dał burę” Ostachowiczowi potem, za to, że nie przewidział. A może on nie wie, że to wszystko ustawka? Pamiętam, że kiedyś ciepło i sympatycznie się zapytał gospodyni w czasie spontanicznej, ciepłej, niespodziewanej wizyty,  „Ach, i pani to wszystko sama piekła?” „ A, nie, to mi wszystko w nocy przywieźli” odparła szczerze kobiecina, bo i co miała kłamać, i tak wszyscy wiedzą.

Tu dygresja, pamiętam, jak na któreś Święta wyszła okładka a w środku cały fotoreportaż, jak to państwo Tuskowie wspaniale, ciepło i rodzinnie spędzają Wigilię, są ślicznie zapakowane prezenty, pełna emocji chwila rozpakowywania, potrawy, wszystko jest, no, nie ma się do czego przyczepić, poza drobnym faktem, że cykl produkcyjny takiego reportażu w tygodniku, czy miesięczniku mówi, że Wigilię, to państwo Tusk obchodzą w takim razie w Listopadzie, tak, żeby reportaż się ukazał na same Święta. No, inaczej się nie da. Chyba, że to cud, ale na Wigilię, to bydlątka ludzkim głosem ewentualnie mogą mówić, a nie miesięczniki w jeden dzień drukować. Nie te cuda. Z Harry Potterem się pomyliło.

P.S. Zachęcam do czytania felietonów w Gazecie Polskiej Codziennie i w Freepl.info

http://naszeblogi.pl/blog/69
http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/
http://wpolityce.pl/autorzy/seawolf

http://freepl.info/authors/seawolf

Oraz w wersji audio tutaj:
http://niepoprawneradio.pl/

Reklamy

skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s