Toyah: Jak Bogusław Wolniewicz wybrał się na gapę do Torunia


palimylicho1(…) Ktoś się zapyta, co się zatem takiego stało, że nagle dziś postanowiłem o nim pisać. Otóż stało się tak, że Wolniewicz, prawdopodobnie korzystając z jednej z ostatnich okazji w swoim życiu, by się nam wszystkim ostatecznie przedstawić, wystąpił w TV Republika i w reakcji na uwagę Ewy Stankiewicz, że w Smoleńsku doszło do zbrodni zabójstwa, dostał takiej cholery, że najpierw się popluł, potem wszystkich poobrażał, a w końcu wściekły wyszedł ze studia. Dlaczego? Bo przede wszystkim on akurat nie rozumie, skąd sześć lat po Katastrofie komukolwiek mogą po głowie chodzić aż tak absurdalne pomysły, jak zamach, a poza tym gorąco protestuje przeciwko – wybitnie jego zdaniem szkodliwemu z polskiego punktu widzenia – obrażaniu Rosji. (…) 

Życiorys Wolniewicza to typowy życiorys jeszcze jednego klasycznego peerelowskiego cyngla. (…) Przy okazji też dowiaduję się, że wśród tych wszystkich bardzo smakowitych kąsków przechowywanych na wypadek, gdy trzeba będzie coś powiedzieć dla mediów ojca Rydzyka, czy w ogóle dla prawicowej masy, ten dziwny staruszek skrywa precyzyjnie opracowaną teorię na tematy znacznie bardziej konkretne, a więc na przykład, jakie to mamy pożytki z aborcji, eutanazji i w ogóle z eliminowania z zajmowanej przez nas przestrzeni wszystkiego, co słabe i kruche. No i, kiedy już wszystko, co trzeba było poznać, poznać zdołałem, trafiam na jeszcze jedną, niezwykle, moim zdaniem, znaczącą myśl owego od wielu już lat bohatera naszej prawicowej i chrześcijańskiej wrażliwości. Oto zapytany, czy gdyby życie jego córki byłoby uzależnione od przeszczepu nerki, podtrzymałby swoją negatywną opinie na temat transplantacji, on rzuca: „Nie oddałbym. Powiedziałbym: ‘Niech umrze’”.

Strasznieśmy tu niedawno szydzili z tak zwanych „naszych”, że oni, tylko po to, by zdobyć choć jeden dodatkowy głos w bieżącej przepychance, najlepiej głos z tamtej strony, gotowi są się na chwilę pogodzić z samym nawet Szatanem. I oto pojawia się ktoś jeszcze lepszy. Wolniewicz. Bogusław Wolniewicz. Szczery sowiecki faszysta, który jeśli jeszcze nie zdecydował się powiedzieć, gdzie leży prawdziwe zbawienie świata, to tylko po to, by się zbyt wcześnie nie zdekonspirować. I co? On musiał się dopiero wściec na Stankiewiczową, żebyśmy zobaczyli, kogo oni nam tu podsunęli? Niech jego kariera będzie wiecznym wyrzutem sumienia dla nich wszystkich, ze szczególnym jak najbardziej uwzględnieniem Torunia.

A co ja? Ja już i tak rozgadałem się na jego temat do granic przyzwoitości. Więc kończę. I przynajmniej ten jeden raz się z nim zgodzę. Niech umiera.

—-

Jeszcze o podróżowaniu na gapę.

(..) Otóż prof. Wolniewicz, wedle informacji pomieszczonych we wspomnianej Wikipedii, swoją podstawową karierę naukową realizował bez jakichkolwiek – podkreślam, jakichkolwiek – przeszkód w czasach głębokiego PRL-u, zadając szyku na uniwersytetach całego świata, od Moskwy przez Wiedeń i Leeds, po Chicago, dziś jest jednym z głównych komentatorów mediów zawiadywanych przez ojca Rydzyka, a gdy chodzi o poglądy, to z jednej strony głosi upadek obecnej cywilizacji wobec potęgi chrześcijaństwa, a z drugiej, supremację siły nad słabością, dzięki czemu choćby taka aborcja, czy eutanazja znajdują swoje pełne i logiczne usprawiedliwienie. Prof. Wolniewicz, filozof i myśliciel, jest również ateistą i wierzy, że po śmierci nie ma absolutnie nic, choć jednocześnie dopuszcza prawdopodobieństwo istnienia jakiejś uniwersalnej super inteligencji, której my, ta nędza zamieszkująca naszą planetę Ziemię, nie jesteśmy w stanie ogarnąć.

(…) ostatecznie obejrzałem rozmowę, jaką Ewa Stankiewicz przeprowadziła z Wolniewiczem. I jest tak, że przez zdecydowanie większą część Wolniewicz realizował postawione przez System zadanie i mówił to co może powiedzieć każdy z nas, a więc to, że Europa ze swoimi bankami pragnie zniewolić polski naród, no i że islam stanowi dla Europy zagrożenie. I oto nagle, kiedy Stankiewicz i Wolniewicz niemal spijali sobie słowa z ust, pewnie trochę ze względu na wiek, bo z całą pewnością przez Stankiewicz nie zaczepiony, prof. Wolniewicz wystąpił z pytaniem, co my mamy przeciwko Rosji, na co Stankiewicz, w sposób oczywisty, zareagowała nazwą „Smoleńsk”. No i w tym momencie Wolniewicz dostał autentycznej cholery. Rozmowa wygląda mniej więcej tak:

– Oni są gotowi sprowadzić tu obcą interwencję. I co? Będziemy walczyć z NATO? Na jakiej podstawie twierdzi pani, że jesteśmy zagrożeni przez Rosję?
Stankiewicz wspomina o serii eksplozji, na co Wolniewicz:

– Seria eksplozji? Bujda. Oszczerstwo wobec federacji rosyjskiej. Działanie na szkodę Polski. Szczucie opinii rosyjskiej przeciwko Polakom.
Ale to jest ważna sprawa, mówi Stankiewicz.

– To nie jest żadna ważna sprawa. Jak jest mnóstwo dowodów, to nie ma żadnego dobrego – krzyczy, wręcz drze się, Wolniewicz.

No i wreszcie wściekły za to, że mu Stankiewicz zmieniła temat, bo on chciał o Tusku i Żydach, wychodzi. (…)

Jak wszystko na to wskazuje, Wolniewicz to kret, w Smoleńsku doszło do zamachu, ojciec Rydzyk całkowicie bezmyślnie, wyłącznie po to, by po raz tysięczny usłyszeć, że Tusk to zdrajca Narodu, utrzymuje na pensji oczywistego satanistę, a my jesteśmy tak okropnie głupi, że ani nic nie widzimy, ani nie słyszymy, ani nie rozumiemy. A kiedy nam się tłumaczy, że nie byłoby źle pozwolić sobie na odrobinę intelektualnej elastyczności, robimy się jeszcze bardziej zawzięci i powtarzamy dokładnie to, co nie on jedynie nam wbija do naszych biednych głów.
Fatalnie. Po prostu fatalnie.

Gorąco polecamy całość – źródła:

toyah – Bogusław Wolniewicz wybrał się na gapę do Torunia
toyah – Jeszcze o podrozowaniu na gape

Reklamy

4 comments on “Toyah: Jak Bogusław Wolniewicz wybrał się na gapę do Torunia

    • Pani Stankiewicz nie zrobiła nic złego. Zapodała kilka przykładów w celu wzbudzenia w nim wątpliwości. Normalny człowiek powiedziałby w takiej sytuacji, że nie potrafi ich wyjaśnić bo Fizyka to nie jego działka a nie obrażał się i wychodził ze studia. Prof. Wolniewicz ma defekt charakteru uniemożliwiający mu normalną dyskusję.

Możliwość komentowania jest wyłączona.