Coryllus: „Bóg i ojciec” – czyta Grzegorz Braun


Postać ojca rozumiana jako archetyp ma w Polsce pozycję słabą, a nawet bardzo słabą. Cóż bowiem może ten polski ojciec wobec nieprzeliczonych rzesz bohaterskich matek? Nic. Bohaterski ojciec może co najwyżej zginąć na barykadzie lub rozpłynąć się w jakiejś mgławicy pozostawiając po sobie kilka listów, mundur w szafie i starą czapkę na wieszaku. Jego rola wychowawcza, jego funkcja, jego misja są mało popularne, często wręcz wyśmiewane, a nowoczesna psychologia zrobiła sobie z archetypu ojca worek treningowy, w który walą bez opamiętania rozmaici doktoranci i profesorowie od grzebania ludziom w systemie nerwowym. 

Bóg i ojciec

Nie ma w polskiej literaturze i w polskiej tradycji silnej postaci ojca, na którym można by się wzorować, nie ma ojca, który przeżywszy całe życie w pokorze na równi z matką kształtowałby życie swoich dzieci. Polski ojciec to ojciec nieobecny, powtarza nam się to do znudzenia. Tylko czy to jest prawda? Jeśli przyjąć za prawdę płaski propagandowy przekaz z mediów to tak, tak może wyglądać prawda. Jeśli przyjrzeć się kolejkom do pośredniaka, w których stoją same zaaferowane kobiety to także jest prawda, jeśli popatrzeć na tych pożałowania godnych mężczyzn, którzy nie radzą sobie z własnymi emocjami, z charakterem, z niczym właściwie, mężczyzn, którzy piją alkohol przed wiejskimi sklepami, także wyjdzie na to, że opowieść o nędzy polskiego ojca jest prawdziwa.

My jednak spojrzymy dziś w innym kierunku, spojrzymy tam, gdzie zwykle nie spogląda żaden psycholog. Na obszar, który z psychologią niewiele ma wspólnego, za to bardzo stamtąd blisko do świętości. Byli bowiem w Polsce ojcowie, którym należałoby wystawić pomnik, ojcowie których zapomniano, a jeśli już się o nich wspomina, to przy okazji niejako. Przy okazji głośnych debat o ich dzieciach, które całkowicie przyćmiły tych swoich ojców. O kimś takim chciałem opowiedzieć dzisiaj. O kimś ważnym, a mocno zapomnianym. O Karolu Wojtyle, ojcu, katoliku, wpierw sierżancie, a potem podporuczniku armii cesarskiej, po którym zostało nam niewiele ponad kilka fotografii i autografów. Nie licząc oczywiście syna i jego dzieła. Nie o synu dziś jednak mówimy, a o ojcu.

fot: wikipedia

W wiedeńskim Kriegsarchiv znajduje się osobliwy z dzisiejszego punktu widzenia autograf – Probeschrift – napisany w dwóch językach, równym, kaligraficznym, perfekcyjnym wręcz charakterem pisma. Treścią dokumentu jest pouczenie szeregowych armii cesarko-królewskiej na okoliczność poszanowania dokumentów urzędowych, szczególnie zaś paszportów. Tekst podpisany jest nazwiskiem: Karol Wojtyła.

Nawet nie będąc grafologiem można sobie wyrobić opinię o charakterze człowieka, który posługuje się takim pismem,  nawet  biorąc pod uwagę, że pismo to jest jedynie wynikiem pilnej nauki na lekcjach kaligrafii. Nikt nie jest w stanie zmusić natur niestałych i lekkomyślnych do narzucenia sobie dyscypliny przy nauce kaligrafii, nikt nie jest w stanie zmusić człowieka by pisał pięknie i żył tak samo. To jest już sprawa wewnętrznych jego rachunków z Panem Bogiem. Rzadka, piękna i nieznana to pamiątka po ojcu papieża, ów Probeschrift z Wojennego Archiwum w Wiedniu, w sam raz na początek naszych rozważań.

Życie Karola Wojtyły seniora jest właściwie tajemnicą, o jego sposobie bycia, charakterze i upodobaniach wnioskować możemy jedynie poprzez to, co mówił o nim sam papież lub z pisanych relacji pojawiających się przy okazji omawiania dzieciństwa i młodości Jana Pawła II. Zacznijmy od zawodu, który sobie wybrał mieszkając jeszcze w Lipniku, wioseczce zamienionej dziś na dzielnicę Bielska-Białej. Karol Wojtyła miał być krawcem. Cesarskie Ministerstwo Wojny zdecydowało jednak inaczej, powołano go do wojska, gdzie szybko uzyskał stopień podoficera. Służył niedaleko, w małym mieście Wadowice, w 56 Pułku Piechoty hrabiego Dauna. Tak jak dziesiątki tysięcy cesarskich żołnierzy wiódł do roku 1914 życie spokojne, znaczone kolejnymi szkoleniami i awansami. Powołany w roku 1900 do wojska jako szeregowiec, w rok później jest już gefrajtrem, a w 1904, po ukończeniu kursów we Lwowie, awansuje na stopień zwany po niemiecku zugsfurer, czyli dowódca plutonu. Ze Lwowa wraca do Wadowic gdzie rozpoczyna życie urzędnika bardziej niż żołnierza, żeni się także z Emilią Kaczorowską.

Zostawmy jednak szczegóły życiorysu i pomyślmy chwilę jakim człowiekiem mógł być austriacki podoficer, Polak, wychowany w małym miasteczku syn krawieckiego cechmistrza Macieja Wojtyły z Czańca. Popatrzmy na zachowaną i najczęściej reprodukowaną fotografię, tę w polskim już mundurze. Karol Wojtyła patrzy na nas zza małych okularów, uważnym i skupionym wzrokiem krótkowidza, który stara się dokładnie poznać obserwowany przedmiot lub wsłuchać się w to, co mówi do niego stojący naprzeciwko człowiek. Widać, że nie jest to mężczyzna silny i żywiołowy. Karol Wojtyła jest typem urzędnika, a jego wygląd i usposobienie jakże pasują, nie do Polski i Polaków wcale, ale do tej schyłkowej habsburskiej monarchii, która tak właśnie przyglądała się światu, próbując z uwagą rozpoznać kto tu jest godny zaufania, a kto może być niebezpieczny. Jakże różny jest ojciec od swojego najmłodszego syna Karola, dwudziestolatka szerokiego w ramionach, który uśmiecha się bez przerwy i gra do tego w teatrze. Uśmiecha się mimo, że życie postawiło ich wobec sytuacji nieprawdopodobnie trudnych i wymagających czegoś więcej niż siła i zwykła odporność psychiczna. Były austriacki oficer, podporucznik, były żołnierz legionów Józefa Piłsudskiego, urzędnik komendy uzupełnień i ojciec przyszłego papieża, stracił żonę, stracił córeczkę zmarłą tuż po narodzinach i wreszcie najstarszego syna Edmunda. Stracił właściwie prawie wszystko. Pozostał mu jedynie najmłodszy syn, imiennik, Karol.

Jak łatwo jest opisywać matki samotnie wychowujące dzieci i jak trudno zrobić to samo kiedy chodzi o ojca. Bo i cóż tu rzec – starszy pan, który porozumiewa się z synem mówiąc o religii i obowiązku jedynie, co w jego sercu zlewa się w jedno, nie może zrobić nic innego, jak tylko dać temu młodemu żywiołowemu człowiekowi pewne ramy, których on nie może przekroczyć, złamać i wyjść poza nie, a które ukształtują go na całe życie i dadzą mu siłę. Jak to zrobić, będąc jedynie byłym wojskowym i byłym urzędnikiem, a nie świętym zesłanym przez Pana, tego nie wiem. Wiadomo jednak, że Karolowi Wojtyle, który w nędznym krakowskim mieszkaniu, gdzie przeniósł się wraz z młodym Karolem, udało się to wszystko. Ojciec, który cerował synowi skarpetki, łatał spodnie, ojciec który czytał z nim wspólnie Pismo Święte i wreszcie ojciec, który powiedział mu – jeszcze w Wadowicach – że nie może być dalej ministrantem, ponieważ wykonuje swoje obowiązki opieszale i nie tak jak trzeba. Ojciec, który zastąpił osieroconemu przez matkę dziecku cały świat. To nie jest rzecz ani zwyczajna, ani tym bardziej łatwa. Mozolne życie Karola Wojtyły ojca było jak wolno odmawiany różaniec. Jak modlitwa, której Pan Bóg wysłuchał w całości, w najdrobniejszych szczegółach i spełnił wszystkie te milczące prośby, które dawny austriacki podporucznik doń kierował, myśląc o swoim synu Karolu i jego nieprawdopodobnej samotności.

To dzięki ojcu młody Karol zdecydował się zostać księdzem, to dzięki niemu wytrwał w tym postanowieniu i to dzięki niemu stał się później tym, kim miał się stać: głową Kościoła i rzeczywistym królem Polski. Ksiądz Prymas Kowalczyk napisał ostatnio, że wystarczy już stawianych w Polsce pomników Jana Pawła II, że dosyć, że nie o to chodzi. Pomnikiem dla papieża ma być życie każdego katolika. Przykładne życie. Może ksiądz Prymas ma rację. Nic jednak nie mówił o pomniku Karola Wojtyły, a to przecież dzięki niemu stało się to wszystko, to on wszystkiego dopilnował i to on występował w kazaniach, wspomnieniach i mowach papieża na zmianę z samym Bogiem Ojcem.

Gabriel Maciejewski

[od red. – zapraszamy do wysłuchania, czyta Grzegorz Braun]

Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie. Tom I. Wydanie II rozszerzone. Warszawa 2012


karol_woj_6karol_woj_20

18 maja 1920 roku urodził się drugi syn Karola i Emilii, Karol Józef38. Dla rodziny Wojtyłów, ale i dla wielu Polaków, był to szczególny dzień.
Tego dnia w Warszawie miało miejsce triumfalne powitanie Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego powracającego po zajęciu Kijowa.

Advertisements