Wojciech Sumliński: „Czego nie powie Masa o polskiej mafii” – fragmenty książki


Sumlinski-Masa-o-mafiiFragment nr 1 najnowszej książki Wojciecha Sumlińskiego pt. „Czego nie powie „Masa” o polskiej mafii”. Premiera 7 października 2015 r.

– Dlaczego Wywiad UOP postanowił zaangażować się w operację zakupu uprzywilejowanych akcji „Warty”?

Powodem była strata pieniędzy z funduszu operacyjnego, spowodowana zaangażowaniem się w interesy z Siergiejem Gawriłowem, urodzonym w Kanadzie Rosjaninem, formalnie obywatelem państwa Belize. Interesy z Gawriłowem oficerowie Zarządu Wywiadu UOP prowadzili w okresie, gdy Gromosław Czempiński był zastępcą szefa UOP, nadzorującym wywiad. Służba ta założyła spółkę, której Gawriłow był udziałowcem, a która to spółka miała być przykrywką dla działalności wywiadu gospodarczego i legalizować pieniądze z nieoficjalnego funduszu operacyjnego. Osłoną całej operacji zajmował się kontrwywiad UOP, ale ten sam UOP pozorował też… zajmowanie się Siergiejem Gawriłowem.

Do działań w tym ostatnim zakresie został oddelegowany podporucznik Piotr Pekins, młody funkcjonariusz Departamentu Kontrwywiadu, który nie miał pojęcia, że sam jest elementem rozgrywki. Do powierzonego zadania porucznik Pekins podszedł szczerze, choć sam był bardzo zdziwiony, że funkcjonariuszowi o tak niewielkim doświadczeniu przydzielono tak poważne działania operacyjne, odnoszące się do osoby podejrzewanej o pracę na rzecz rosyjskiego wywiadu. Dopiero później zrozumiał, że liczono zapewne, iż jego brak doświadczenia sprowadzi śledztwo na manowce.

Tymczasem tak się nie stało. To właśnie Pekins odkrył, że działalność Gawriłowa możliwa była tylko dzięki temu, że patronował temu polski wywiad na czele z ówczesnym szefem UOP Gromosławem Czempińskim i politykami skupionymi wokół SLD, a sam figurant – Siergiej Gawriłow – w wyniku wynoszenia dokumentów przez funkcjonariuszy kontrwywiadu był na bieżąco informowany o podejmowanych wobec niego działaniach operacyjnych. Potwierdzeniem „parasola ochronnego”, roztoczonego nad obywatelem państwa Belize była akcja UOP w miejscowości Polaki pod Siedlcami, gdzie według wiarygodnych, wieloźródłowych informacji Gawriłow miał mieć arsenał broni. Okazało się, że zawartość magazynu została wywieziona 48 godzin przed planowaną akcją UOP, w efekcie czego znaleziono jedynie skrzynie na amunicję i pokrowce do wyrzutni przeciwpancernych, których nie zdążono wywieźć – samej jednak broni nie znaleziono.

Bez poważnego patronatu politycznego taka ochrona i takie sytuacje, niweczące ściśle tajne operacje UOP, nie mogłyby mieć miejsca. Ostatecznie zarzut współpracy z obcym wywiadem przez Siergieja Gawriłowa nie obronił się, gdyż był on obywatelem Belize – nie Polski – i w efekcie skończyło się jedynie na zarzutach nielegalnego posiadania broni, którą znaleziono podczas przeszukania. Protektorzy ze służb tajnych pilnowali jednak, by Gawriłowowi nie spadł włos z głowy i ostatecznie Rosjanin z paszportem Belize został jedynie wydalony z Polski, jako persona non grata.

Historia z Gawriłowem była potwierdzeniem faktu, że w każdy poważny interes, przetarg czy kontrakt w Polsce zaangażowani są ludzie służb specjalnych, a gdyby ktoś miał w tym względzie wątpliwości, to musiałby je stracić po dokładnym przyjrzeniu się niektórym interesom Jana Kulczyka. Największy zysk Kulczyk odniósł na transakcji związanej z Polską Telefonią Cyfrową, na której zarobił ponad 800 milionów złotych: w 1996 roku zapłacił za udziały kilkanaście milionów złotych, by w 1999 roku sprzedać je za 825 milionów złotych. Ale prawdziwym majstersztykiem była prywatyzacja Telekomunikacji Polskiej, w której biznesmen w ogóle nie angażując własnych środków, a jedynie kredyt, w ciągu kilku lat zarobił na czysto ponad 180 milionów złotych.

Także taka „akcja” nie mogła obyć się bez swoistego patronatu ważnych figur ze służb specjalnych, w tym ostatnim przypadku bez osobistego „patronatu” byłego szefa UOP, generała Gromosława Czempińskiego. Generał w całej tej sprawie doradzał Kulczykowi i działał na rzecz jego interesów – oczywiście także swoich własnych interesów – szkopuł w tym, że wiązało się to ze szkodą dla interesu publicznego. Skutek był taki, że – jak zawsze w takich sytuacjach – biznesmeni i specsłużby zyskiwały, państwo traciło. Dokładnie tak samo, jak w przypadku „Zielonego Bingo”, operacji UOP, która odbywała się za kadencji Gromosława Czempińskiego w tej służbie, ale tę historię – jak słyszałem – już pan zna. Gnębi mnie niejasne, niesprecyzowane przeczucie, że ta historia, i wszystko to, co tu dziś panu powiedziałem, nie jest całkiem pozbawione związku z dokumentami dotyczącymi „Pruszkowa”, które pan opublikował, a które stały się przyczyną pańskich problemów – spointował mój rozmówca.

– Jaki jest to związek? – spytałem, bo z kolei ja miałem niejasne i niesprecyzowane przeczucie, że zbliżamy się do sedna.
– Taki, że kluczową rolę w operacji „Zielone Bingo” odegrał Grzegorz Żemek. Ten sam, który współpracował z Leszkiem Cichockim w operacjach dotyczących obrotu specjalnego firmy NAT. Ten sam, który odegrał kluczową rolę w aferze FOZZ, matce wszystkich afer III RP, a z której pieniądze stały się fundamentem dla powstania mafii paliwowej i wielu innych przedsięwzięć polityków, Wojskowych Służb Informacyjnych, Urzędu Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Ten sam, który prowadził interesy z najbliższymi współpracownikami „starych” pruszkowskich, Wojciechem Paradowskim i Stefanem Pokorskim, a którzy finansowali większość partii politycznych, oraz z Wiktorem Kubiakiem, wspierającym finansowo Kongres Liberalno-Demokratyczny, na bazie którego powstała Unia Wolności.

A to przecież tylko wierzchołek góry lodowej!


Fragment nr 2 najnowszej książki Wojciech Sumlińskiego „Czego nie powie Masa o polskiej mafii”. Premiera 7 października 2015 r.

Sprawy pobytu w tej części Ukrainy Andrzeja Leppera prowadził bezpośrednio Oleksij Tkaczenko, zastępca Naczelnika SBU z Łucka. W związku z częstymi przyjazdami wicemarszałka polskiego Sejmu na Ukrainę, począwszy od 2006 roku SBU profesjonalnie zainteresowała się charakterem tych podróży, a także kontaktami polskiego polityka. Przebywając w Łucku Andrzej Lepper prowadził rozmowy biznesowe, które nie dotyczyły inwestycji państwowych, tylko prywatnych interesów mających – jak mówił sam Lepper – zabezpieczyć go na przyszłość. Według mojego rozmówcy spotkania miały bezsensowny charakter – przyjeżdżał niby czołowy polityk dużego europejskiego kraju, a nie był merytorycznie przygotowany do żadnych zagadnień, które chciał realizować. Także osoby z otoczenia Leppera, które z nim przyjeżdżały – Krzysztof Filipek, Wiesław Podgórski, Ryszard Czarnecki – zainteresowani byli bardziej biesiadowaniem, niż merytorycznymi rozmowami. Mój rozmówca wiedział o kilku spotkaniach towarzyskich, które odbywały się w posiadłości nad jeziorem Świteź. Były dziewczęta i była tradycyjna ukraińska bania, co dla Ukraińców jest pewnym standardem zachowania, nawet w wysokich sferach polityczno-biznesowych. Wyglądało to wszystko dziwnie, mało poważnie i tak na dobrą sprawę nikt za bardzo nie wiedział, o co chodzi. Dopiero podczas kolejnej n-tej wizyty sprawa zaczęła się wyjaśniać. Okazało się, że osobą wprowadzającą Leppera w polityczno-biznesowe kręgi Ukrainy jest Mykoła Hinaiło, ksiądz z Włodzimierza Wołyńskiego, były major Armii Radzieckiej i wielki kanclerz Zakonu Rycerzy Michała Archanioła, który powstał w 1997.

Czym jest Zakon? Formalnie to organizacja dbająca o pozytywny PR Ukrainy poza granicami kraju, do której należy wielu polityków, naukowców, artystów, biznesmenów i wojskowych, mająca swoje oddziały w Niemczech, Hiszpanii i Kanadzie. Jak daleko sięgają kontakty członków Zakonu niech świadczy fakt, iż honorowym kawalerem Orderu Zakonu Rycerzy Michała Archanioła jest Karol Filip Orleański, wnuk hrabiego Paryża i księcia Francji, Henryka Orleańskiego, uznawanego przez stronnictwo orleańskie za króla Francji. Książę Karol Filip jest od 2004 roku Wielkim Mistrzem Zakonu Rycerzy św. Łazarza. Niezłe towarzystwo: radzieccy wojskowi i następca tronu króla Francji. Tyle oficjalnie.

Faktycznie Zakon to niebezpieczna organizacja. Operuje na styku biznesu i polityki. I jest powiązana z wojskowymi służbami specjalnymi Rosji. Jedną z zasad Rycerskiego Zakonu Michała Archanioła, który werbuje także członków w krajach byłego bloku wschodniego, jest „zasada omerty”, czyli mafijnej zmowy milczenia. Organizacja, według naszego rozpoznania, miała charakter loży masońskiej, o nastawieniu nacjonalistycznym, była finansowana przez rosyjskie GRU i powiązana przez tę służbę zarówno z ukraińską SBU, jak i z polskimi WSI. Co nieco wiedzieliśmy o Zakonie, bo od kilku lat w zainteresowaniu kontrwywiadu ABW pozostawał Petro Stech, przedstawiciel Zakonu w Polsce, a nasi informatorzy wiązali Zakon z kupnem uzdrowisk w Konstancinie, Iwoniczu i Kamieniu Pomorskim przez tzw. „grupę wschodnią”. W jej tle kluczową rolę odgrywał człowiek z ukraińskim paszportem, ale powiązany z rosyjskim GRU. Po przejęciu uzdrowisk „grupa wschodnia” rozwinęła żagle i przygotowywała się do kupna pakietu w spółce „Polskie Ta-try”, która jest właścicielem: pensjonatów Antałów-ka, Biały Potok, Telimena, Willi Pan Tadeusz, hotelu Tatry, obiektów gastronomicznych Zajazd Kuźnice, Szałas pod Wilkiem, Karczma Biały Potok, Chata Zbójnicką, a także rekreacyjnych i sportowych, m.in. Aqua Parku Zakopane. Z naszych informacji wynikało, że zawarcie umowy prywatyzacyjnej oznaczałoby de facto oddanie pod kontrolę przybyszy ze Wschodu turystów z Rosji i krajów byłego ZSRR, dla których Zakopane jest jednym z głównych miejsc zimowych wypraw do Europy. Tylko dzięki informacjom, które skierowaliśmy do Ministerstwa Skarbu Państwa, udało się temu zapobiec i MSP poinformowało o zamknięciu bez rozstrzygnięcia procesu prywatyzacji spółki „Polskie Tatry” SA.

Wszystkie informacje, które mieliśmy w ABW, mój rozmówca potwierdził, dodając garść swoich. Okazało się, że mój rozmówca na długo przed nami wiedział o związkach Andrzeja Leppera z Zakonem i o jego – oraz jego doradcy, Wiesława Podgórskiego – spotkaniach z Wielkim Kanclerzem. Twierdził, że Zakon skupiał w swoich szeregach osoby o zastanawiających życiorysach, najczęściej powiązane ze służbami specjalnymi w Rosji. Mój rozmówca z SBU potwierdził, że organizacja została założona przez byłych funkcjonariuszy GRU – pułkownika Mykułyńskiego i majora Hinaiło – i jest jedną z kilku podobnych organizacji działających na Ukrainie, a założonych przez wojskowe służby specjalne z Rosji. Rosjanie zakładali takie organizacje, podpierające się ideologią różnego rodzaju i działające w zróżnicowanych obszarach życia społeczno-politycznego oraz gospodarczego, by przy ich pomocy oddziaływać na stosunki wewnętrzne na Ukrainie. Zakon bardzo szybko rozbudował struktury na tere-nie całej Ukrainy, a także, korzystając z poparcia ukraińskiego ruchu monarchistycznego, nawiązał kontakty z podobnymi organizacjami na terenie Zachodniej Europy. Na początku działalności Zakon miał też poparcie Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej, ale w późniejszym okresie patriarcha Kijowa wycofał je. Powodem były alianse Zakonu z uznawaną za prorosyjską Cerkwią metropolity Filareta. Okazało się, że organizacja dysponowała znacznymi środkami finansowymi niewiadomego pochodzenia – były to darowizny od osób i fundacji, także z Polski, liczone w milionach dolarów każda.

Okazało się, że o związkach Leppera i Hinaiły oraz o przepływach finansowych pomiędzy Zakonem i „jakąś fundacją powiązaną z WSI w Polsce” oficer SBU wiedział na długo przed tym, nim o tych kontaktach ktokolwiek usłyszał w Polsce. Jego zdaniem chodziło o olbrzymie kwoty. Kontakty Andrzeja Leppera i ukraińskiego księdza nie ustały po roku 2007, kiedy ten pierwszy przestał być wicepremierem. Polski polityk wielokrotnie przebywał na Ukrainie w towarzystwie Hinaiły i jeździł do Kijowa, gdzie załatwiał jakieś interesy”.

***

Historia, którą usłyszałem, była dla mnie niczym domknięcie koła.
Mecenas Ryszard Kuciński zmarł pod koniec maja 2011 roku na zawał serca, a nieco ponad dwa miesiące później w jego ślady podążył Andrzej Lepper, który rzekomo miał zginąć śmiercią samobójczą. Miesiąc później doszło do kolejnej tragedii: życie przez powieszenie odebrał sobie Wiesław Pod-górski, ten sam, z którym Andrzej Lepper jeździł na Ukrainę, na spotkania z Hinajło.

Czy ta tragiczna zbieżność – śmierć w tak krótkim odstępie czasu trzech osób, które połączyła wspólna tajemnica, związana z ukraińskimi spotkaniami i dokumentami zdeponowanymi przez przewodniczącego Samoobrony – mogła być tylko dziełem przypadku? Jak doszło do tego, że w oparciu o materiały dotyczące Fundacji „Pro Civili”, założonej przez oficerów WSI, Lepper próbował zapewnić sobie polisę ubezpieczeniową i nietykalność? O jakiej innej – jeśli nie o „Pro Civili” – „fundacji po-wiązanej z WSI w Polsce”, współpracującej z Zakonem założonym przez oficerów GRU, mógł mówić naczelnik obwodu wołyńskiego Służby Bezpieczeństwa Ukrainy?

***

Przez ostatnich kilkanaście lat setki osób zginęły w niewyjaśnionych i tajemniczych okolicznościach.
Nie wykryto ani jednego sprawcy żadnego z licznych spektakularnych morderstw.
Nie wyjaśniono ani jednego przypadku z wielu głośnych samobójstw.

Nie odzyskano ani jednej złotówki ze zdefraudowanych i wytransferowanych za granicę miliardów złotych.
A gdy ktoś ma odwagę zapytać, na jakim etapie jest śledztwo, odpowiedz brzmi: „tajemnica państwowa”.
Jaka tajemnica państwowa pozwala okłamywać własne społeczeństwo? Brak odpowiedzi na to pyta-nie zmusza do stawiania kolejnych: jaka jest przyszłość kraju, w którym machina prawa z trudem się porusza, a sprawiedliwość wymarła jak dinozaury? A ile jeszcze będzie politycznych morderstw uznanych za atak serca, wypadek samochodowy czy samobójstwo? Ile pieniędzy zostanie wyprowadzonych do rajów podatkowych, ile zginie osób, nim otworzą się nam oczy? Kto odpowie na te wszystkie pytania?

Śmierć Andrzeja Leppera, człowieka, który nigdy nie był „bohaterem z mojej bajki”, wprost przeciwnie, ale którego tragedia wstrząsnęła mną autentycznie, pokazała mi raz jeszcze, że mafia w Polsce ma się dobrze.

I że czeka nas długi marsz, by to zmienić.

źródło: facebook.com/wojciech.sumlinski


zobacz też:

Reklamy