Solidarni polecają: Ewa Kurek – Zagłada Żydów: winy realne i metafizyczne


auschwitz-1…propaganda III RP sprawiła, że Polacy jako jedyni spośród narodów Europy biorą na siebie realną odpowiedzialność za dokonaną przez Niemców zagładę Żydów. To niesłychane, że władze III RP blokują w tym samym czasie wszelkie badania i publikacje historyczne dotyczące udziału Żydów w zagładzie własnego narodu oraz wszelkie badania i publikacje historyczne zbrodni żydowski popełnionych na Polakach – pisze dr Ewa Kurek, znawczyni i badaczka tematu,  w swoim znakomitym opracowaniu.

Polecamy całość artykułu! Jednocześnie zapowiadamy NOWĄ książkę Autorki na temat stosunków polsko-żydowskich, która ukaże się w październiku.

Karl Jaspers (1883-1969), jeden z największych a zarazem nielicznych filozofów niemieckich, na którym nie ciążył zarzut współpracy z reżimem hitlerowskim, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej dokonał próby typologii pojęcia winy.

Wychodząc z założenia, iż: „powołaniem filozofii i teologii jest zgłębienie i rozjaśnienie problemu winy”, Karl Jaspers wyodrębnił cztery jej pojęcia:

wina kryminalna, gdzie przestępstwo polega na działaniach obiektywnie stwierdzalnych będących wykroczeniem przeciw jednoznacznym prawom – instancją jest sąd;

wina polityczna, polegająca na działaniach mężów stanu oraz na tym, że posiadając obywatelstwo państwowe, ponosi się skutki działalności państwa, którego władzy podlegam i którego ład decyduje o moim życiu – każdy człowiek ponosi współodpowiedzialność za to, jak nim rządzą. (…) Samowolę i przemoc ogranicza przezorność polityczna uwzględniająca skutki bardzo odległe oraz uznanie norm, które obowiązują pod nazwą prawa natury i prawa narodów;

wina moralna, bowiem za czyny, które popełniam zawsze przecież jako określona jednostka, ponoszę odpowiedzialność moralną, i to za wszystkie czyny popełnione, również za działalność polityczną i wojskową. Nigdy nie obowiązuje bez reszty zasada: „Rozkaz to rozkaz”. Tak jak przestępstwo pozostaje przestępstwem, nawet gdy popełniono je na rozkaz, tak też każde podlega karze moralnej. Instancją jest własne sumienie oraz więź z przyjaciółmi i bliźnimi, ze współbraćmi dbałymi o moją duszę;

wina metafizyczna – Istnieje solidarność między ludźmi jako ludźmi, na mocy której każdy obarczony jest współodpowiedzialnością za wszelkie zło i niesprawiedliwość na ziemi, a zwłaszcza za przestępstwa dokonane w jego obecności lub za jego wiedzą. Jeśli nie uczynię wszystkiego, co w mej mocy, aby im zapobiec, jestem współwinny. Jeśli nie naraziłem życia, aby zapobiec zabójstwu innych ludzi, lecz byłem biernym obserwatorem, poczuwam się do winy pojętej nie w kategoriach prawnych, politycznych i moralnych, lecz kategoriach metafizycznych. Fakt, że jeszcze żyję, chociaż takie rzeczy miały miejsce, obarcza mnie winą, której nic zmazać nie zdoła. W obliczu zbrodni na kimś popełnionej, lub gdy idzie o podział środków fizycznie do życia niezbędnych, obowiązuje wszędzie między ludźmi zasada, że uratować się lub zginąć mogą tylko razem; należy to do samej ludzkiej istoty. Ale na tym, że solidarność ta nie obejmuje ogółu ludzi, ogółu obywateli państwa ani nawet ogółu członków grup pomniejszych, lecz ogranicza się do ludzi najściślej związanych, na tym polega wina nas wszystkich. Instancją tu jest tylko Bóg.

Typologia winy Karla Jaspersa, sformułowana w atmosferze toczącego się procesu norymberskiego, jako jedyna obejmuje wszystkie aspekty odpowiedzialności Niemców za dokonane przez ten naród dzieło ludobójstwa i zniszczenia Europy. Karl Jaspers stwierdził bowiem: „Tę wojnę rozpętały Niemcy hitlerowskie. To Niemcy ponoszą winę za nią za sprawą swego reżimu, który w chwili przez siebie wybranej ją rozpoczął. Każdy Niemiec bez wyjątku uczestniczy w odpowiedzialności politycznej. Nie każdy Niemiec, lecz tylko bardzo znikoma mniejszość Niemców powinna ponieść karę za przestępstwo. Zapewne każdy Niemiec ma powód do samokontroli moralnych. Zapewne każdy rozumny Niemiec ma udział w metafizycznym doświadczeniu”.[1]

Zagłady Żydów dokonali Niemcy. Od chwili zakończenia drugiej wojny światowej Żydzi próbują zdjąć z Niemców winę za dokonane na swoim narodzie ludobójstwo i obarczyć Polaków współodpowiedzialnością za zagładę swego narodu. Na takim stanowisku Żydów na pewno najbardziej zaważył fakt, że Polacy jako jedyni byli naocznymi świadkami współpracy Żydów z Niemcami w dziele zagłady narodu żydowskiego, a Żydzi gotowi są uczynić wszystko, aby fakt współpracy Żydów z Niemcami ukryć przed światem.

Typologia win Karla Jaspersa, oparta na obowiązującym w Europie prawie i chrześcijańskich normach moralnych, w zestawieniu ze znanymi i niepodważalnymi faktami z czasów zagłady Żydów w Polsce lat 1942-1945, daje najbardziej zbliżony do prawdy obraz skali i charakteru udziału w zagładzie Żydów zarówno Niemców, Polaków jak i Żydów.

WINA POLITYCZNA

NIEMCY

POLACY

ŻYDZI

K. Jaspers: „Tę wojnę rozpętały Niemcy hitlerowskie. To Niemcy ponoszą winę za nią za sprawą swego reżimu, który w chwili przez siebie wybranej ją rozpoczął. Każdy Niemiec bez wyjątku uczestniczy w odpowiedzialności politycznej”.

Żaden Polak nie ponosi odpowiedzialności politycznej za wybuch drugiej wojny światowej i zagładę polskich Żydów. Polacy w latach 1939-1945 nie współpracowali z Niemcami w sferze politycznej, militarnej i jakiejkolwiek innej.

Niemal wszyscy polscy Żydzi ponoszą polityczną winę za podjęcie w 1939 roku szerokiej współpracy politycznej z Niemcami, w wyniku której Żydzi na polskich ziemiach zbudowali żydowskie autonomie (getta), podporządkowane III Rzeszy.

WINA KRYMINALNA

NIEMCY

POLACY

ŻYDZI

Winę kryminalną za zagładę narodu żydowskiego ponoszą wszyscy Niemcy uczestniczący pośrednio lub bezpośrednio w zbrodni zagłady Żydów.

K. Jaspers: „Nie każdy Niemiec, lecz tylko bardzo znikoma mniejszość Niemców powinna ponieść karę za przestępstwo”. Niemcy, którzy popełnili wobec Żydów czyny kryminalne, zostali osądzeni i ukarani.

Winę kryminalną za śmierć pojedynczych Żydów ponosi margines społeczeństwa polskiego: szmalcownicy, donosiciele i bandyci, którzy szantażem, donosem lub zbrodnią odbierali Żydom życie.Polacy, którzy popełnili wobec Żydów czyny kryminalne, zostali osądzeni i ukarani przez wojenne sądy Polskiego Państwa Podziemnego oraz po wojnie przez sądy cywilne.

Winę kryminalną za zagładę narodu żydowskiego ponoszą Żydzi, którzy współpracowali z Niemcami przy zagładzie Żydów: Judenraty, żydowscy policjanci, gestapowcy, lekarze, donosiciele i  szmalcownicy oraz 150.000 żydowskich żołnierzy Hitlera.

Żaden Żyd, który popełnił wobec innych Żydów czyny kryminalne, nigdy nie został osądzony i ukarany.  

WINA MORALNA

NIEMCY

POLACY

ŻYDZI

Zapewne każdy Niemiec ma powód do samokontroli moralnych. Nigdy nie obowiązuje bez reszty zasada: „Rozkaz to rozkaz”.

Polacy nie wykonywali żadnych niemieckich rozkazów i nie uczestniczyli w zagładzie narodu żydowskiego.

Powód do samokontroli moralnych mają wszyscy Żydzi (żydowscy policjanci, pracownicy Judenratów, pogotowia ratunkowego itd.), którzy wykonywali rozkazy Niemców i uczestniczyli w zagładzie narodu żydowskiego. Żydów też nie obowiązuje bez reszty zasada: „Rozkaz to rozkaz”.

WINA METAFIZYCZNA – INSTANCJĄ JEST TU TYLKO BÓG

NIEMCY

POLACY

ŻYDZI

Zapewne każdy rozumny Niemiec ma udział w metafizycznym doświadczeniu: fakt, że mimo zagłady innych narodów, Niemcy jeszcze żyją, obarcza ich winą, której nic zmazać nie zdoła. W obliczu zbrodni na kimś popełnianej, obowiązuje wszędzie między ludźmi zasada, że uratować się lub zginąć mogą tylko razem. Instancją tu jest tylko Bóg. Zapewne każdy rozumny Polak także ma udział w metafizycznym doświadczeniu: fakt, że mimo dokonanej na ich oczach  zagłady Żydów, Polacy jeszcze żyją, obarcza ich winą, której nic zmazać nie zdoła. W obliczu zbrodni na kimś popełnianej, obowiązuje wszędzie między ludźmi zasada, że uratować się lub zginąć mogą tylko razem. Instancją tu jest tylko Bóg. Żydów nie obowiązuje zasada, że w obliczu zbrodni mogą uratować się lub zginąć razem.

Metafizyczne doświadczenie Niemców i Polaków europejskim Żydom nie jest dane.

Żydzi nie czują winy za popełnione przez Żydów na Żydach zbrodnie, bowiem zbrodnie te usprawiedliwia żydowskie prawo i żydowska religia.

Przedstawiona wyżej tabela, oparta na faktach historycznych usystematyzowanych według jednolitej skali ocen Karla Jaspersa nie pozostawia złudzeń co do jakości i skali winy Niemców, Polaków i Żydów za zagładę narodu żydowskiego w latach 1942-1945. Jeśli zważymy ponadto fakt, że spośród okupowanych przez Niemców narodów europejskich tylko Polacy za pomoc mordowanym Żydom karani byli śmiercią, a mimo to uratowali najwięcej Żydów, mamy obowiązek być dumni z postawy swoich przodków, a płynące ze strony Żydów oskarżenia o współodpowiedzialność za zagładę Żydów traktować jako oszczerstwo i pomówienie, które Państwo Polskie winno ścigać z całą surowością prawa.    

Stwierdzone i udokumentowane fakty historyczne dowodzą, że jeśli chodzi o winę polityczną, winę kryminalną i winę moralną za dokonaną w czasie II wojny światowej zagładę Żydów, Polacy – wyłączając kryminalny margines narodu polskiego – nie ponoszą żadnej spośród tych trzech win. Inaczej rzecz się ma z winą metafizyczną, w której – jak pisze Karl Jaspers – instancją jest tylko Bóg.

Cóż to jest wina metafizyczna?

Metafizyka to nauka filozoficzna, która wykracza poza realny i poznawalny świat materialnych bytów, faktów i doświadczeń. Według największego starożytnego filozofa, Arystotelesa, metafizyka zajmuje się m.in. pierwszymi lub najwyższymi zasadami; metafizyka zajmuje się Bogiem i substancją ponadzmysłową.[1] Innymi słowy mówiąc, metafizyka jest nauką zajmującą się tym, co nie jest fizyczne, czyli niematerialną sferą ludzkiego bytu: podstawowymi zasadami życia ludzkiego, pojęciami i treścią pojęć oraz Bogiem, czyli tym, czego człowiek nie może żadną miarą zmierzyć, dotknąć i policzyć, ale co stanowi jednak nieodłączną część ludzkiej egzystencji.

Pojęcie WINY METAFIZYCZNEJ niemiecki filozof Karl Jaspers oparł na wypracowanej przez cywilizację zachodniego chrześcijaństwa pierwszej i najwyższej zasadzie ludzkiej egzystencji, która mówi, że: „istnieje solidarność między ludźmi jako ludźmi, na mocy której każdy obarczony jest współodpowiedzialnością za wszelkie zło i niesprawiedliwość na ziemi, a zwłaszcza za przestępstwa dokonane w jego obecności lub za jego wiedzą,  bowiem obowiązująca wszędzie między ludźmi zasada, że uratować się lub zginąć mogą tylko razem, należy to do samej ludzkiej istoty.” W kontekście powyższych zasad „fakt, że jeszcze żyję, chociaż takie rzeczy miały miejsce, obarcza mnie winą, której nic zmazać nie zdoła” – stwierdził Karl Jaspers.

Odwołująca się do samej ludzkiej istoty, wynikająca z filozofii i teologii chrześcijańskiej, METAFIZYCZNA WINA Karla Jaspersa nie odnosi się do dokonanych przez człowieka czynów i zaistniałych faktów, lecz do chrześcijańskich zasad ludzkiej egzystencji. Innymi słowy mówiąc, ponieważ każdy rozumny człowiek jest odpowiedzialny za zło i niesprawiedliwość świata, bez względu na popełnione czyny, nosi w sobie WINĘ METAFIZYCZNĄ która jest konsekwencją faktu bycia członkiem rodziny ludzkiej.

Zagłada Żydów była bezwzględnym złem, tak jak złem jest zagłada każdego narodu i jak w chwili obecnej bezwzględnym złem jest zagłada chrześcijan w Państwie Islamskim. Metafizyczną winę za zagładę Żydów, wynikającą z faktu bycia człowiekiem, ponoszą wszystkie narody świata, bowiem tak jak na oczach świata mordowani są dziś chrześcijanie w Państwie Islamskim, na oczach świata dokonali Niemcy zagłady narodu europejskich Żydów. Obok Niemców, którzy dopuścili się zbrodni ludobójstwa w sferze realnych czynów, nie wynikającą z czynów winę metafizyczną ponoszą zatem m.in. Francuzi, Szwajcarzy, Włosi, Szwedzi, Grecy, Amerykanie, Kanadyjczycy i dokładnie w takim samym sensie ponoszą ją także Polacy, ponieważ – jak słusznie pisze Karl Jaspers – „każdy obarczony jest współodpowiedzialnością za wszelkie zło i niesprawiedliwość na ziemi”.

Karl Jaspers nie mylił się pisząc, że KAŻDY na świecie jest obarczony współodpowiedzialnością – mylił się natomiast pisząc, że solidarność między ludźmi jest obowiązującą wszędzie między ludźmi zasadą ludzkiej istoty, z której to zasady wypływ WINA METAFIZYCZNA. Taka koncepcja ludzkiej istoty jest właściwa jedynie cywilizacji zachodniego chrześcijaństwa. Dla Żydów bowiem zasadą istoty ludzkiej jest ratowanie własnego życia, wobec czego nie odczuwają i nie rozumieją ani solidarności międzyludzkiej ni pojęcia winy metafizycznej. Dla wyznawców hinduizmu zasadą istoty ludzkiej jest KARMA, która tłumaczy ludzki zły los. Rosjanom rozterki zachodnich chrześcijan także są obce – z zasady nie czują się odpowiedzialni za los człowieczy i każde zło świata wytłumaczą magicznym słowem SUDBA. Wszelkie metafizyczne rozterki obce są także wyznawcom islamu, według których wszystko, co dzieje się na świecie, dzieje się z woli Allacha. Zdefiniowana przez Karla Jaspersa WINA METAFIZYCZNA, która wypływa z solidarności między ludźmi rozumianej jako zasada ludzkiej istoty, jest zatem jedynie specjalnością ludów należących do wyrosłej na bazie rzymskiego chrześcijaństwa cywilizacji zachodniej. My, Polacy, z racji swej religijnej struktury emocjonalnej, ale także dlatego, ponieważ naszą ziemię wybrali Niemcy na miejsce zbrodni i w polską ziemię wsiąkło najwięcej żydowskiej krwi, winę metafizyczną względem zagłady Żydów odczuwamy w bardziej złożony niż inne narody sposób.

25 kwietnia 1943 roku był pierwszy dzień wielkanocnych świąt. Czesław Miłosz wybrał się w odwiedziny do Jerzego Andrzejewskiego. Na placu Krasińskich poeta zobaczył karuzelę. Obok płonęło getto. Pod wpływem emocjonalnego wstrząsu napisał wiersz: „W Rzymie na Campo di Fiori/ Tu na tym właśnie placu/ Spalono Giordana Bruna/ A ledwo płomień przygasnął/ Znów pełne były tawerny…/ W Warszawie przy karuzeli/ Salwy za murem getta/ Głuszyła skoczna melodia…/ Morał ktoś może wyczyta/ Że lud warszawski czy rzymski/ Handluje, bawi się, kocha/ Mijając męczeńskie stosy”.[2]

Wiersz Czesława Miłosza „Campo di Fiori” nie opisywał faktów. Poeta nie ma obowiązku trzymać się faktów. Faktów trzymają się badania historyczne, które dowiodły, że karuzelę pod murami getta w celach propagandowych postawili Niemcy, a Polacy nie bardzo mogli wirować na niej w takt skocznej muzyki, bo karuzela stała na linii strzałów.[3] Karuzela poety – bez względu na to, czy warszawiacy bawili się na niej, czy nie – jest symbolem samotności ginących w płomieniach warszawskich Żydów. Dokładnie tak samo, jak przed wiekami samotnie w płomieniach umierał Giordano Bruno. Rzymianie nie uratowali Giordana i nie zginęli z nim razem, a „ledwo płomień przygasnął, znów pełne były tawerny”. Warszawiacy nie uratowali ginących Żydów i nie zginęli z nimi razem w płomieniach, a niektórzy z nich być może nawet kręcili się na jakiejś karuzeli. Poeta Czesław Miłosz też nie był solidarny. Zachował się tak jak mieszkańcy Rzymu i Warszawy. 25 kwietnia 1943 roku nie rzucił się na mury getta i nie spłonął wraz z walczącymi Żydami. Pojechał dalej. W świąteczną gościnę do Jerzego Andrzejewskiego. Uratowanie Żydów leżało poza granicą jego ludzkich możliwości – dokładnie tak, jak poza granicą ludzkich możliwości leżało uratowanie przez rzymian płonącego Giordano Bruno. Tak jak wszyscy Polacy, był wobec dokonującej się na jego oczach zbrodni bezsilny. Tak jak bezsilnymi byli przed wiekami rzymianie.

Czesław Miłosz i pozostali warszawiacy nie byli winni śmierci płonących w getcie Żydów. Napisał wiersz „Campo di Fiori” dlatego tylko, że ponieważ przynależał do cywilizacji zachodniego chrześcijaństwa, odezwało się w nim wewnętrzne przekonanie, że jego ocalone życie sprzeciwia się pierwszej i najwyższej zasadzie ludzkiej egzystencji, która mówi, że w obliczu zagrożenia ludzie uratować się lub zginąć mogą tylko razem. Takie chrześcijańskie doświadczenia niemiecki filozof Karl Jaspers zdefiniował jako WINĘ METAFIZYCZNĄ.

W przekonaniu, że właśnie wina metafizyczna była doświadczeniem i inspiracją dla Czesława Miłosza, utwierdza nas inny jego wiersz zatytułowany „Biedni chrześcijanin patrzy na getto”, w którym poeta pisze: „Wali się w ogniu dach, ściana i żar ogarnia fundament./ Powoli, drążąc tunel posuwa się strażnik – kret/ Z małą latarką na czole/ Boję się, tak się boję strażnika – kreta. Jego powieka obrzmiała jak u patriarchy/ Cóż powiem mu, ja, Żyd Nowego testamentu/ Czekający od dwóch tysięcy lat na powrót Jezusa?/ Może rozbite ciało wyda mnie jego spojrzeniu/ I policzy mnie między pomocników śmierci/ Nieobrzeznych”.[4]

Wiersze Czesława Miłosza nie opisują faktów. Kręcąca się w tak muzyki karuzela, podobnie jak drążący gettowe zgliszcza kret, są poetycką fikcją traktującą o polskiej winie metafizycznej, czyli o bólu poety spowodowanym bezsilnością wobec złamania przez niego samego, ale także przez wszystkich Polaków oraz wszystkie inne chrześcijańskie narody ówczesnego świata pierwszej lub najwyższej zasady, według której ludzie: „uratować się lub zginąć mogą tylko razem”, bo jest to zgodne z „samą ludzką istotą”, a „sędzią jest tylko Bóg”.

KRET w wierszu Czesława Miłosza uosabia WINĘ METAFIZYCZNĄ.

Wiersz Czesława Miłosza „Campo di Fiori” po raz pierwszy został opublikowany w konspiracyjnej broszurze z inicjatywy Adolfa Bermana z Żydowskiego Komitetu Narodowego w roku 1944. Rok później ukazał się w Nowym Jorku, a w 1946 w przekładzie hebrajskim w Tel Awiwie. W latach następnych przełożony na wiele języków, publikowany był we wszystkich krańcach świata. Od siedemdziesięciu lat karuzela z wiersza Czesława Miłosza jest przez Żydów traktowana jako fakt historyczny świadczący o polskim antysemityzmie. Trwający po dziś dzień festiwal pomyłek i nadużyć wobec wiersza Czesława Miłosza „Campo di Fiori” wynika z faktu, że oparta na filozofii i teologii chrześcijańskiej WINA MATAFIZYCZNA była i jest pojęciem obcym filozofii judaistycznej. Ponieważ żydowska filozofia, prawo i tradycja religijna nakazuje Żydom myśleć przede wszystkim o sobie i ratować własne życie nawet kosztem innych ludzi, pierwsza i najwyższa chrześcijańska zasada ludzkiej egzystencji (pojęcie solidarności między ludźmi jako ludźmi) Żydów nie obowiązuje. Żydzi nie znają także wypływającej z tejże solidarności WINY METAFIZYCZNEJ, czyli odpowiedzialności za zło i niesprawiedliwość świata oraz poczucia winy wypływającej z faktu, że w tak strasznych warunkach człowiek ocalił życie. Pochodzący z Czech Maximilian Grünfeld stracił całą rodzinę. „Przeżyłem Auschwitz. I pamiętałem słowa ojca. Kiedy go ostatni raz widziałem, powiedział, że nie powinienem mieć wyrzutów sumienia, jeśli przeżyję”.[5] Żydom poczucie winy metafizycznej nie było dane. Zgodnie z obowiązującą Żydów zasadą, ocalił własne życie, które jest najważniejsze.

Żydzi którzy przeżyli zagładę, nawet jeśli sami uczestniczyli w jej wykonaniu (Judenrty, policja żydowska, żydowskie gestapo, żydowscy żołnierze Hitlera itd.), nigdy nie odczuli i nie odczuwają do dziś winy metafizycznej. Chrześcijańska WINA METAFIZYCZNA, o której mówi niemiecki filozof Karl Jaspers i polski poeta Czesław Miłosz, w której instancją jest tylko Bóg, nie dotyczy Żydów. Nie wiemy, czy żydowski Jahwe rozliczy Żydów z niedosytu ludzkiej solidarności, czy może raczej uszanuje żydowskie ziemskie prawa, które mówią, że żydowskie życie jest najważniejsze. Póki co, Żydzi przenieśli mówiący o polskiej winie metafizycznej wiersz Czesława Miłosza ze świata filozofii i teologii do świata realnego, i uczynili z niego jeden z filarów podbudowujących tezę, że Polacy są współodpowiedzialni za dokonaną przez Niemców zagładę Żydów.

Mówiący o polskiej WINIE METAFIZYCZNEJ wiersz Czesława Miłosza „Campo di Fiori”, zinterpretowany przez Żydów i przekazany światu jako wiersz opisujący fakty historyczne, zwrócił oczy tegoż świata na Polaków jako współwinnych zagłady Żydów i na wiele lat odsunął poszukiwanie prawdy o realnym udziale Żydów w zagładzie własnego narodu. Innymi słowy mówiąc, skierowanie oczu świata na Polaków w aspekcie zagłady i rozliczanie nas z metafizycznych win jako z rzekomych win realnych wynikających z dokonanych przez Polaków czynów, na plan dalszy odsuwało problem rozliczenia realnych win żydowskich. Metafizyczna polska wina z wiersza Czesława Miłosza tworzyła cień, w którym doskonale można było ukryć realne i wynikające z faktów historycznych winy żydowskie: winę polityczną, kryminalną i moralną. W tym cieniu można było ukryć także fakty, że gdy w latach 1939-1942 na warszawskich ulicach w łapankach i publicznych egzekucjach ginęli Polacy, jak odnotował m.in. Emanuel Ringelblum: „„W warszawskim getcie wrzała zabawa nie tylko w lokalach publicznych, których liczba stale wzrasta, lecz również w klubach karcianych, które mnożą się i prosperują prawie w każdym domu. […] W hotelu „Britania” na Nowolipu 18 otwarto w piwnicach lokal czynny do siódmej rano. Odbywają się tam wielkie hulanki. Po tamtej [polskiej] stronie mówią: „Chcesz się zabawić – idź do getta”. [Żydowska] Warszawa bawi się. W każdą sobotę odbywają się setki imprez””.[6]

Postawę Żydów wobec METAFIZYCZNEJ POLSKIEJ WINY z wiersza Czesława Miłosza da się oczywiście wytłumaczyć nieznajomością chrześcijańskiej filozofii, teologii i etyki. Ale nie wolno zapominać, że da się ją także wytłumaczyć żydowskim interesem, który po wojnie sprowadzał się do ukrycia przed światem rzeczywistej roli europejskich Żydów zasymilowanych i Żydów komunistów w zagładzie żydowskiego narodu. O ile jednak zrozumienie Żydów da się jakoś wytłumaczyć, to dla Polaków, którzy w pewnym momencie przyłączyli się do żydowskiego chóru oszczerców narodu polskiego, wytłumaczenia nie ma.

W czasach komunizmu, do połowy lat osiemdziesiątych XX wieku, badania historyczne w Polsce nad stosunkami polsko-żydowskimi były zabronione. Żydzi w świadomości polskich historyków nie istnieli tak, jak nie istnieli w świadomości polskiego społeczeństwa. Czterdzieści lat bolszewickiego totalitaryzmu zrobiły swoje. Około roku 1986/87 tama milczenia została przerwana. Nie wiadomo dlaczego. Być może z powodu moskiewskiej pieriestrojki, być może dlatego, że komunistyczna Polska nawiązała kontakty z Izraelem, nagle temat stosunków polsko-żydowskich z zakazanego stał się tematem modnym i pożądanym. Jako jeden z pierwszych głos zabrał prof. Jan Błoński. Jego głośny artykuł „Biedni Polacy patrzą na getto”[7], którego tytuł wyraźnie inspirowany był wspomnianym wyżej Czesława Miłosza „Biedni chrześcijanin patrzy na getto”, poświęcony został analizie literatury w aspekcie zgłady Żydów, a właściwie dwóch wyżej wspomnianych wierszy Czesława Miłosza. Nie odnosząc się bezpośrednio do filozoficzno-teologicznego aspektu winy metafizycznej Karla Jaspersa, faktycznie mówił dokładnie to samo, co zdefiniował niemiecki filozof i napisał:

„Przecież myśmy, na Boga, nie brali w ludobójstwie udziału! […] Nikt rozsądny nie może powiedzieć, że Polacy – jako naród – brali w ludobójstwie udział. Co prawda odżywają czasem takie głosy. I należy je spokojnie rozważyć, nie popadając w gniew – znak paniki. Uważam je wszakże – razem ze znaczącą większością – za niesłuszne. Więc dlaczego mówić o współwinie? Odpowiem tak: współ-udział i współ-wina to nie jest to samo. Można być współ-winnym, nie biorąc udziału w zbrodni. Najpierw przez zaniechanie czy przeciwdziałanie niedostateczne. A kto może powiedzieć, że było ono w Polsce dostateczne? Właśnie dlatego, że dostateczne nie było, składamy hołd i otaczamy czcią tych wszystkich, którzy to heroiczne ryzyko podjęli… […] Powstaje zaraz pytanie, czy można to powiedzieć nie tylko o Polakach, także Francuzach, Rosjanach, o całej Europie, o całym chrześcijaństwie?

Owszem, zgoda. Ta współwina jest rzeczywiście wspólna. Ale nie sposób zaprzeczyć, że właśnie w Polsce było Żydów najwięcej (więcej niż dwie trzecie Żydów na świecie to Żydzi polscy, w tym znaczeniu, że ich przodkowie mieszkali na ziemiach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej). Z konieczności myśmy więc mieli wobec nich najwięcej moralnych zobowiązań (czy były one na nasze siły, niech rozstrzyga Pan Bóg i rozważają historycy). Więc dla nas Żydzi byli najbardziej problemem, można nawet powiedzieć, wyzwaniem czy zadaniem, które postawił los… […] Przyznać trzeba, że właśnie w Polsce antysemityzm stał się – zwłaszcza w XX wieku – szczególnie dokuczliwy i jadowity… Czy doprowadził do wzięcia udziału w ludobójstwie? Nie. Kiedy czyta się to, co o Żydach wypisywano przed wojną, kiedy się odkrywa, ile było w Polskim społeczeństwie nienawiści – można się nieraz dziwić, że za słowami nie poszły czyny. Ale nie poszły (albo szły rzadko). Bóg tę rękę zatrzymał. Tak, Bóg, bo jeśli nie wzięliśmy udziału w tej zbrodni, to dlatego, że byliśmy jeszcze trochę chrześcijanami, że w ostatniej chwili pojęliśmy, jak szatańskie to było przedsięwzięcie… Ale od współwiny wcale nas to nie uwalnia. Skażenie, zbeszczeszczenie polskiej ziemi miało miejsce i dalej ciąży na nas obowiązek oczyszczenia. Chociaż – na tym cmentarzu – sprowadza się już tylko do jednego: do obowiązku zobaczenia naszej przeszłości w prawdzie”.[8]

Po publikacji artykułu Jan Błońskiego, tak jak to zwykle bywa, do akcji wkroczyli dziennikarze i różne pseudonaukowe środowiska, które nie mając pojęcia o historii Polaków i Żydów oraz teologiczno-filozoficznym wymiarze zdefiniowanej przez Karla Jaspersa winie metafizycznej, której rozważaniu poświęcone zostały zarówno wspomniane wyżej wiersze Czesława Miłosza jak i artykuł Jana Błońskiego, wyciągnęły z obu wniosek, że Polacy powinni się kajać przed światem z realnych win popełnionych przeciwko Żydom. Przeciętny mieszkaniec Polski nie brał w tych sporach udziału i polską winą metafizyczną filozofów, poetów i literaturoznawców wobec zagłady Żydów głowy sobie nie zawracał. Nie miał też zamiaru kajać się z niezawinionych win. Przeciętny mieszkaniec Polski żył w realu. A koniec lat osiemdziesiątych XX wieku był to czas, gdy coraz więcej Żydów odwiedzało Polskę. Pokolenia wyrosłych w PRL Polaków, które o Żydach słyszało jedynie w opowiadaniach rodziców oraz dziadków, po raz pierwszy zobaczyły na własne oczy prawdziwych Żydów, niegdysiejszych mieszkańców ich miast, wsi i miasteczek. Było w tym wszystkim trochę zwykłej obustronne fascynacji. Polacy stwierdzali, że Żydzi niby są obcymi, bo z dalekiego kraju, ale jednak swoimi, bo mówią po polsku i czują Polskę jak własną. Ze strony Żydów była zwykła radość ze spotkań z dawno nie widzianymi niegdysiejszymi sąsiadami i przyjaciółmi oraz możliwością przebywania w Polsce. Przeciętny polski Żyd, podobnie jak Polak, też nie zawracał sobie głowy metafizycznymi winami.

W 1989 skończył się PRL. Polacy dostali paszporty. Nawiązane w ciągu dwóch poprzednich lat kontakty zaowocowały wyjazdami zarobkowymi do Izraela. Starzejące się pokolenie polskich Żydów dawało Polakom pracę i opiekowało się nimi, bo byli cząstką ich starego kraju, dla wielu utraconego polskiego raju. Pamiętam, właśnie w tym okresie podczas któregoś z moich wyjazdów do Izraela, profesor Chone Schmeruk niespodziewanie zapytał:

– Pani Ewo, co się teraz nosi w Warszawie?

Zdziwiona pytaniem o modę, zrobiłam wielkie oczy. Wtedy profesor sam odpowiedział na zadane pytanie:

– Jak to, nie wie pani? W Warszawie nosi się teraz na rękach Żydów!

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych rzeczywiście w Warszawie nosiło się na rękach Żydów. A w Izraelu nosiło się na rękach Polaków. Był to być może jedyny moment, w którym na płaszczyźnie kontaktów międzyludzkich mogły zostać zbudowane podwaliny pod polsko-żydowską trwałą przyjaźń i zrozumienie. W kręgach historyków polskich i żydowskich kpiliśmy z tego noszenia Żydów na rękach w Warszawie i Polaków w Izraelu, ale żądne władzy nad Polakami środowiska polityczne miały inne plany.

Jeden z mędrców powiedział, że należy wystrzegać się tych, którzy chcą w nas wzbudzić poczucie winy, albowiem pragną oni władzy nad nami. Słuszność tej maksymy rozumieli doskonale komuniści. Julia Brystygierowa, żydowska funkcjonariuszka stalinowskiej bezpieki, miała ponoć zwyczaj powtarzać, że dumę i honor wybije z Polaków choćby kańczugiem. Wiedziała, że duma i honor Polaków są dla totalitarnej władzy najbardziej niebezpieczne. Wiedziała, ze jeśli nie wybije z Polaków dumy i honoru, nie zdoła ich zniewolić. W 1989 na pozór przestała istnieć bolszewicka Polska Rzeczpospolita Ludowa, lecz duch bolszewizmu i żądza władzy połączyły środowisko wyselekcjonowanych przedstawicieli antykomunistycznej opozycji, przefarbowanych na demokratów niegdysiejszych komunistów i czołowych graczy politycznych katolewicy. Okrągły Stół dał Michnikowi media. „Gazeta Wyborcza” była czytana niemal przez wszystkich Polaków. Jeśli dodać do tego stacje radiowe oraz założone w latach dziewięćdziesiątych przez ludzi uwikłanych we współpracę z bezpieką stacje telewizyjne (1992 Polsat i 1996 TVN), które mówiły tym samym głosem co Adam Michnik i spółka, to trzeba stwierdzić, że instrumenty do wybijania z Polaków dumy i honoru zostały przygotowane perfekcyjnie.

Na pierwszy ogień poszło Powstanie Warszawskie. Było niebezpieczne. Było wzorcem ociekającym polską dumą i honorem, na którym wychowały się powojenne pokolenia Polaków. Było niebezpieczne także dlatego, że burzyło w oczach świata zbudowany z wielkim trudem żydowski etos walki. Świat nie wiedział o Powstaniu Warszawskim, bowiem nazwę tę w latach 1945-1989 zawłaszczyli dla siebie Żydzi, warszawskim nazywając powstanie w getcie roku 1943. W zamieszczonym w „Gazecie Wyborczej” artykule „Polacy – Żydzi: Czarne karty powstania” (29–30.01.1994) świeżo upieczony historyk Michał Cichy, zgodnie z zapowiedzią swojego protektora Adama Michnika, ujawniał „pełną prawdę” o Powstaniu Warszawskim i napisał, że powstańcy zajmowali się głównie mordowaniem żydowskich niedobitków, że jeśli chodzi o Powstanie Warszawskie, to Polacy nie mają z czego być dumni, bo ich bohaterowie byli zwykłymi bandziorami. Historycy polscy natychmiast zdemaskowali szyte grubymi nićmi kłamstwo[9], które doskonale określił Leszek Żebrowski jako „Fabryka bzdur o Powstaniu Warszawskim”.[10] Akcja Adama Michnika okazała się wielkim niewypałem. Mimo iż w rękach jego środowiska były nieomal wszystkie media, nie udało się odczarować magii i wielkości Powstania Warszawskiego. W dodatku w dniu 18 listopada 2002 roku znaczną przewagą głosów prezydentem Warszawy został Lech Kaczyński, który w roku 2004, w sześćdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego. Dwa lata później, w grudniu 2006 roku Michał Cichy publicznie przeprosił za swój artykuł powstańców Warszawy.

Jeszcze nie ucichły echa bezpodstawnych oskarżeń wobec Powstania Warszawskiego, gdy ruszył drugi etap wzbudzania w Polakach poczucia winy. Symbolem rzekomych okrucieństw Polaków stało się miasteczko Jedwabne. Najpierw Agnieszka Arnold w dokumentalnym filmie Gdzie mój starszy syn Kain, w którym znalazły się relacje Szmula Wassersztajna i córki właściciela stodoły w Jedwabnem, w której spalono Żydów. Temat podjął i opisał w reklamowanej w całej Polsce książce pod tym samym tytułem Jan T. Gross, którą w roku 2000 wydała Fundacja Pogranicze. Śledztwo IPN dotyczące pogromu w Jedwabnem podważyło m.in. wiarygodność zeznań jednego z najbardziej cytowanych w filmie i książce świadków (Szmula Wasersztejna) oraz szacowaną liczbę ofiar na 1500-1600; według IPN zamordowano minimum 340 osób.

Postępowanie w sprawie Jedwabnego od roku 2000 prowadził IPN. Aby odpowiedzieć na pytanie, co rzeczywiście stało się w Jedwabnem, należało przeprowadzić ekshumację. Kwestię ekshumacji konsultowano ze stroną żydowską. Rabin Warszawy i Łodzi Michael Schudrich powiedział: „Szacunek dla kości naszych ofiar jest dla nas ważniejszy niż wiedza, kto zginął i jak, kto zabił i jak”. Żydzi wyrazili jedynie zgodę na ekshumację ograniczoną, czyli taką, w której nie będzie można podnosić kości. 30 maja 2001 r. na polecenie Ministra Sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego rozpoczęto czynności ekshumacyjne, jednak zabroniono podnoszenia kości. Eksperci wskazali, że nakazany sposób ekshumacji wyklucza możliwość udzielenia odpowiedzi na szereg istotnych pytań, np. co do ilości zwłok oraz przyczyn śmierci poszczególnych ofiar. Ograniczony zakres prac ekshumacyjnych (bez przenoszenia kości) opisuje powstały w ramach śledztwa IPN raport kierownika badań archeologicznych, prof. Andrzeja Koli, który krytycznie odniósł się też do ograniczenia zakresu prac. Po otwarciu obu odnalezionych grobów oraz wizualnej ocenie szczątków ofiar w dniu 4 czerwca 2001 r. czynności ekshumacyjne przerwano.

Mimo sprzeciwu historyków, którym nie pozwolono na przeprowadzenie rzetelnych badań, od roku 1999 trwa w Polsce festiwal oskarżeń pod adresem Polaków, zwłaszcza pod adresem mieszkańców Jedwabnego, za rzekome zbrodnie wojenne. A tak naprawdę, żydowska szopka z Jedwabnym nie miała na celu ustalenie prawdy historycznej, lecz zaszczepienie Polakom poczucia winy wobec Żydów, które prowadzić miało do skundlenia nas, czyli wybicia z Polaków dumy i honoru. Żałosne, że w całą tę żydowską hucpę dały się wciągnąć najwyższe władze Polski, które co najmniej w dwóch momentach nie dopełniły ciążącego na nich obowiązku działań zgodnych z polskim prawem. Po pierwsze, w granicach Rzeczpospolitej obowiązuje tylko i wyłącznie prawo polskie, zgodnie z którym powinna zostać w Jedwabnem przeprowadzona normalna ekshumacja. Po drugie, jeśli już Polska chciała być tak elegancka i szanować prawo żydowskie, winna czerpać informacje od religijnych Żydów, znanych i uznanych specjalistów prawa żydowskiego i żydowskiej tradycji, a nie polegać na słowach jednego amerykańskiego rabina i ulegać naciskom polsko-amerykańskich żydowskich lewaków.

Stanowisko religijnych Żydów wobec ekshumacji w Jedwabnem i innych częściach świata Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie wyraziła następującymi słowy: „„W Żydowskim Instytucie Historycznym (ŻIH) w Warszawie znajduje się dokumentacja dotycząca ekshumacji przeprowadzonych w wielu miejscowościach. […] Problem powrócił w roku 2001, kiedy to zagraniczni rabini wstrzymali proces ekshumacji związany z prowadzonym przez IPN śledztwem w Jedwabnem. Decyzja wywołała wiele kontrowersji i oskarżeń zarówno pod adresem IPN, jak i organizacji żydowskich. Tym ostatnim zarzucano, że zasłaniając się nakazami halachy [w judaizmieautentyczna i autorytatywna wykładnia Prawa Mojżeszowego – uwaga E.K], uniemożliwiają ustalenie prawdziwego przebiegu jedwabińskiej zbrodni. Dziś mamy do czynienia z analogiczną sytuacją w związku z planowaną ekshumacją grobu w Wąsoszu.

Z decyzją zakazu ekshumowania z grobów masowych nie zgadza się ortodoksyjny rabin Joseph A. Polak, były więzień obozów w Westerborku i Bergen-Belsen, przewodniczący Rady Halachicznej bostońskiego sądu rabinicznego.

„Ofiary z Jedwabnego powinny zostać ekshumowane i pochowane ponownie, czy to na terenie pobliskiego cmentarza żydowskiego, czy to w Państwie Izrael. To, że nie jest to jedynie halachiczna opcja, lecz fundamentalny obowiązek, wynika jednoznacznie z wielu źródeł. […] Rabin Karo mówi o tym w swoim komentarzu do Arbaa Turim i powtarza w Szulchan Aruch w dyskusji na temat metej micwa. […] Chacham Cwi stwierdza to wyraźnie, dopuszczając przeniesienie zwłok i ponowny pochówek. […] Podobnie jak Chatam Sofer przy omawianiu ekshumacji wiedeńskich ofiar epidemii cholery”.

Przypomnijmy, że zgodnie z halachą: 1) Zmarłego można ekshumować w celu przeprowadzenia ponownego pochówku z Ziemi Izraela; 2) Zmarłego można przenieść do innej mogiły, jeśli pierwszy grób miał być w założeniu tymczasowy; 3) Zmarłego można przenieść z istniejącego grobu, jeśli znajduje się on w miejscu bez nadzoru i istnieje niebezpieczeństwo, że zostanie splądrowany, lub gdzie jest zagrożony powodzią; 4) Jeżeli grób znajduje się w nietypowym miejscu (poza cmentarzem), zmarłego można przenieść i pochować ponownie na cmentarzu żydowskim (Arbaa Turim, Jore Dea, 363, początek; Talmud Jerozolimski, Moed katan, koniec 2. rozdziału).

Z podobnym problemem zetknął się rabin Walter Homolka, rektor Abraham Geiger College, wykładowca prawa żydowskiego na uniwersytecie w Poczdamie. W 2005 roku, podczas budowy lotniska w Echterdingen, odkryto zbiorową mogiłę więźniów z pobliskiego obozu pracy. Zapytany przez władze niemieckie o możliwość dokonania ekshumacji w celu identyfikacji ofiar oraz sprawców mordu, sporządził następujący respons: „W przypadku odnalezienia masowego grobu żydowskich więźniów nasuwa się pytanie, czy w ogóle możemy mówić o grobie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Talmud opisuje żydowski grób jako miejsce, w którym Żyd został pogrzebany zgodnie z rytuałem: leżąc na plecach w pozycji horyzontalnej, z zachowaniem należytego odstępu od innych grobów. Dokładna analiza Miszny [jeden z podstawowych tekstów rabinicznych zawierający prawne normy postępowania oparte na Torze – uwaga E.K.] pokazuje, że w przypadku gdy zwłoki, np. w wyniku działalności kryminalnej, zostają zwyczajnie zakopane w ziemi, również nie mamy do czynienia z tradycyjnym grobem. Tak samo, gdy w jednym grobie spoczywają więcej niż trzy ciała. Oznacza to, że nie chodzi o tradycyjny że nie chodzi o tradycyjny żydowski pochówek. Dlatego też ekshumacja oraz przeniesienie zwłok na cmentarz żydowski są dozwolone”. W ramach współpracy między policją niemiecką i izraelską podjęto wówczas decyzję o pobraniu próbek DNA ze szczątków ofiar oraz prawdopodobnych krewnych w Izraelu””.[11] W świetle przedstawionej wyżej wykładni żydowskiego prawa, Państwo Polskie winno anulować podjęte kilkanaście lat temu decyzje i w porozumieniu ze środowiskiem religijnych Żydów przeprowadzić ekshumację, która jest podstawą do wyjaśnienia, co naprawdę w roku 1941 wydarzyło się w Jedwabnym. Do czasu ekshumacji wszelkie dyskusje na temat Jedwabnego nie mają żadnego sensu.

Przypadek Jedwabnego pokazuje, jak wielką drogę przebyliśmy my, Polacy, w latach 1943-2011. Od WINY METAFIZYCZNEJ wyrażonej w 1943 roku w naszym imieniu przez poetę Czesława Miłosza, która polegała na nie dochowaniu zasady solidarności ludzkiej w obliczu śmierci mordowanych przez Niemców polskich Żydów, a którą osądzić może tylko Bóg, do stwierdzenia przez prezydenta Rzeczpospolitej Polski Bronisława Komorowskiego w roku 2011 rzekomej REALNEJ WINY Polaków i przykazania, że polski „naród musi zrozumieć, że był także sprawcą”.

To niesłychane, że propaganda III RP sprawiła, że Polacy jako jedyni spośród narodów Europy biorą na siebie realną odpowiedzialność za dokonaną przez Niemców zagładę Żydów. To niesłychane, że władze III RP blokują w tym samym czasie wszelkie badania i publikacje historyczne dotyczące udziału Żydów w zagładzie własnego narodu oraz wszelkie badania i publikacje historyczne zbrodni żydowski popełnionych na Polakach. Prof. Krzysztof Jasiewicz za napisanie książki o postawie Żydów pod sowiecką okupacją – bez której Jedwabne jest zupełnie niezrozumiałe – został okrzyknięty antysemitą, a za wypowiedź o współpracy Żydów z Niemcami wyrzucono go z pracy i zagrożono sądem.[12] W Polsce są pieniądze na szkalujący Polaków film „Pokłosie”, ale nie ma pieniędzy na film o rotmistrzu Pileckim. Na szczęście, mimo trwającej już ćwierć wieku polityki wzbudzania poczucia winy w polskich sumieniach, która miała zniszczyć polski honor i dumę, niezależni historycy i środowiska opozycyjne, wspierane przez polska młodzież, prowadzą poza państwowym obiegiem swoistą edukację historyczną, nad którą politycy III RP i kręgi „Gazety Wyborczej” władzy nie mają.[13]


[1] K. Jaspers, Problem winy, Warszawa 1982. transcendencji (1970, wydanie polskie 1995), Autorytety: Sokrates, Budda, Konfucjusz, Jezus (wydanie polskie 2000). Biogram Karla Jaspersa za: Encyklopedia Gazety Wyborczej, Warszawa 2005, Tom VII, s. 347-348.

[2]Giovanni Reale, Historia filozofii starożytnej, tłum. E. Zwolski, Lublin 1994, s. 396.

[3] Cz. Miłosz, Poezje, Instytut Literacki, Paryż 1981. Patrz także: Cz. Miłosz, Karuzela, w: „Tygodnik Powszechny” z dnia 5 października 2003 roku.

[4] T. Szarota, Czy śmiały się tłumy wesołe?, w: „Rzeczpospolita” z dnia 28 lutego 2004 r.

[6] Claas Relotius, Miara człowieka, w: „Süddeutsche Zeitung”, za: „forum” z dnia 24 lipca 2015.

[7] E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego, Warszawa 1983, s. 347 i 358.

[8] J. Błoński, Biedni Polacy patrzą na getto, w: „Tygodnik Powszechny”, Nr 2 R 1987.

[9] J. Błoński, Biedni Polacy patrzą na getto, w: „Tygodnik Powszechny”, Nr 2 R 1987.

[10] T. Strzembosz, Polacy – Żydzi: Czarna karta Gazety Wyborczej, w: „Gazeta Wyborcza” z dnia 5/6 lutego 1994.

[11] L. Żebrowski, Fabryka bzdur o Powstaniu Warszawskim, w: „Gazeta Polska” z 13 lipca 1995. Patrz także: L. Żebrowski, Paszkwil Wyborczej, Warszawa 1995.

[12] Piotr Kadlcik, O ekshumacji, w: „Kolbojnik – Biuletyn Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie”, Nr 4/2014.

[13] E. Kurek, Głos zamordowanych Żydów – w obronie prof. Krzysztofa Jasiewicza, w: „Gazeta Warszawska” z dnia 20 sierpnia 2013.

Advertisements

2 comments on “Solidarni polecają: Ewa Kurek – Zagłada Żydów: winy realne i metafizyczne

  1. Coś w tym prawda… jak bąk w trzcinie. Wiele środowisk wiąże z tym mnóstwo nadziei. Jest w tym jednak wiele remanentów… Fakt jeden jedyny: Żydzi nie są boscy a pod ziemscy. Szczególnie moskiewscy przybili z bagnetami do Polski. Nie zapraszaliśmy tych zbrodniarzy do Polski. Niestety są do dziś, rodzimi Polacy nie wiedzą z kim żyją po sąsiadzku.

  2. Tłumaczą się winni

    – tytułem do mediów związanych z Radiem Maryja
    To co zniszczyło podwaliny demokracji, psując w niej możliwość rzetelnego informowania społeczeństwa: Społeczeństwo które nie wie, na kogo ma głosować, dokonuje niszczących dla siebie wyborów.

    Fragment protokołów spisanych przed sierpniem roku 1897 na Kongresie Syjonistycznym w Bazylei (Szwajcaria):
    – „(…)Prasa jest ogromną potęgą w rękach istnie­jących rządów, gdyż zapomocą niej utrzymuje się nadzór nad umy-słowością narodów. Prasa wykazuje najbardziej życiowe wymagania tłumu, ogłasza żale, a czasami wywołuje niezadowolenie wśród niego. Dzięki prasie powstało wypowiadanie wolnego słowa. Rządy nie umiały należycie wykorzystać te potęgi i wpadła ona w nasze ręce. Zapomocą prasy uzyskaliśmy wpływ, sami trzymając się cały czas na drugim planie. Dzięki niej zbieraliśmy złoto, chociaż kosztowało nas ono rzeki krwi. Dla niego musieliśmy poświęcić wielu naszych ludzi, ale każde poświęcenie z naszej strony jest warte przed Bogiem życia tysięcy «Pogan». („poganie” to dla Żydów goje – tak w tym wydaniu to słowo jest przetłumaczone na język Polski – mój przypis) (…)”

    źródło – Protokoły Mędrców Syonu wydanie z roku 1936

    Szanowni państwo – te nie wiadomo jak dawno temu spisane starodruki, powinny być dla nas jak ostrzegawczy drogowskaz, proroctwo… Bo wszystko co w nich jest zawarte, dzieje się teraz… na naszych oczach. A społeczność „Wikipedii”, wypowiada się o nich Następująco: „(…) Znaczna większość historyków w Stanach Zjednoczonych i Europie zgadza się od dawna, że dokument jest fałszywy, a w 1993 roku sąd okręgowy w Moskwie wydał nawet w tej sprawie formalne orzeczenie, stwierdzające, że Protokoły zostały sfabrykowane, oddalając powództwo o oszczerstwo wytoczone przez ultranacjonalistyczną organizację Pamjat, która posługiwała się nimi w swoich antysemickich (magiczne dziś słowo – mój przypis) publikacjach.(…)”
    źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Protoko%C5%82y_m%C4%99drc%C3%B3w_Syjonu

Możliwość komentowania jest wyłączona.