Ewa Stankiewicz: Matrix III Rzeczypospolitej. Pozory wolności


matrix-iii-rzeczypospolitej-pozory-wolnosci-2Polska ukazana przez autorkę to kraj, gdzie niemal systemowo jest zagwarantowane bezprawie i bezkarność osób na najwyższym szczeblu władzy, działających na szkodę państwa. Kraj, którego suwerenność w wielu dziedzinach jest tylko pozorna. Gdy słowa tracą sens, ludzie tracą wolność.

Książka bezwzględnie obnaża słabości systemu III RP, pokazuje fasadowość i zakłamanie mediów, pozory demokracji i bezradność państwa polskiego.

ISBN: 978-83-7595-973-4
Okładka: miękka
Wymiary: 140×202
Ilość stron: 220


Ewa Stankiewicz nie zaklina rzeczywistości ale przedstawia prawdziwy obraz polskiej sceny politycznej . Jeżeli mielibyśmy wątpliwości co do tak gorzkiej oceny, to argumentacja autorki nie pozostawia złudzeń .

Przykłady aferalnych zachowań polityków PO na najwyższych szczeblach władzy , to przykład na mafijne powiązania polityków, bo tylko tak można wytłumaczyć działalność niezgodną z prawem .

Tytuł książki doskonale oddaje nastroje społeczne, jakie coraz wyraźniej ogarniają coraz szersze warstwy społeczne. Ponad dwadzieścia lat od obalenia totalitarnego ustroju , znaleźliśmy się w państwie z licznymi elementami systemowymi, charakterystycznymi dla byłego sowieckiego systemu.

Polska ukazana przez autorkę to kraj, gdzie niemal systemowo jest zagwarantowane bezprawie i bezkarność osób na najwyższym szczeblu władzy, działających na szkodę państwa. Kraj, którego suwerenność w wielu dziedzinach jest tylko pozorna. Gdy słowa tracą sens, ludzie tracą wolność. Książka bezwzględnie obnaża słabości systemu III RP, pokazuje fasadowość i zakłamanie mediów, pozory demokracji i bezradność państwa polskiego.

źródło: kanon24.pl

Reklamy

One comment on “Ewa Stankiewicz: Matrix III Rzeczypospolitej. Pozory wolności

  1. Pani Ewo do wiadomości przy okazji powstania Warszawskiego
    Zapomniany obóz. „Największy zbiorowy grób warszawiaków poza Warszawą”
    We Frankfurcie nad Menem pod koniec wojny istniał obóz koncentracyjny o najwyższej umieralności w Hesji. Więziono tu głównie powstańców warszawskich. Przeżyła ich tylko garstka.
    1600 drzew we Frankfurcie nad Menem opinają szaro-niebieskie opaski. Jest na nich numer, czasem imię i nazwisko. I strona internetowa projektu artystycznego http://www.mittenunteruns.de. Stefanie Grohs przypomina, że tu, w Zakładach Adlera, pod koniec wojny istniał obóz koncentracyjny o najwyższej umieralności w Hesji. W samym sercu miasta, nieopodal dworca głównego. Po wojnie do lat 90-tych był tematem tabu – dopóty trwała produkcja w firmie. Pamięć o KL Katzbach zabezpieczyli dwaj nauczyciele historii w połowie lat 80-tych i związkowcy w latach 90-tych. Teraz miasto Frankfurt po raz pierwszy na dużą skalę samo upamiętnia KL Katzbach. Rozdzieliło 100 tysięcy euro na czterech artystów – każdy ma przez pół roku nawiązywać do obozu.
    Jedną z artystek jest Stefanie Grohs. Już pierwsze wzmianki w radiu i telewizji o jej akcji ukazują sedno problemu – o KL Katzbach mało kto tu wie, a lokalni dziennikarze znowu nie eksponują w recenzjach faktu, że do obozu koncentracyjnego we Frankfurcie trafiła niemal homogenna grupa powstańców warszawskich. Dowiadujemy się, że „przywieziono tu mężczyzn z różnych obozów koncentracyjnych“. To prawda, ale nie do końca. I trudno się dziwić, skoro nawet tablica pamiątkowa na Zakładach Adlera głosi: „Ponad 1600 więźniów różnych narodowości więziono między sierpniem 1944 r. a marcem 1945 r. pod nadzorem SS w Hali I zakładów Adlerwerke AG“. Raczej nikt się nie domyśli, że 90 proc. więźniów było Polakami..
    Mogiła powstańców
    Do KL Katzbach we Frankfurcie powstańcy przybyli przez Pruszków, a stamtąd przez KL Dachau lub KL Buchenwald. Wybrani przez Zakłady Adlera podczas selekcji produkowali tu pojazdy opancerzone. Z 1600 więźniów 528 pozostało na zawsze na frankfurckim cmentarzu. – Na pewno jest to jeden z największych grobów zbiorowych warszawiaków poza Warszawą – komentuje frankfurcki historyk Michael Knorn, współautor książki „Żyliśmy i spaliśmy między umarłymi“ (1994). Chorych, łącznie drugie 500 osób, 13 marca 1945 r. wagonami towarowymi posłano w kierunku KL Bergen-Belsen. Transport najpierw utknął na 3 dni bez jedzenia i picia na bocznicy, a w Bergen-Belsen spośród trupów wyciągnięto zaledwie osiem żywych osób. Wcześniej niezdolnych do pracy odsyłano do tzw. „obozu chorych“ KL Vaihingen. Zmarło tam 245 Adlerczyków.
    Przeżyć udało się Zygmuntowi Świstakowi, ktory trafił tam z Frankfurtu po wypadku przy pracy. Z KL Vaihingen w pociągu pełnym trupów posłano go do KL Dachau. Otwierając wagon esesmani spytali, czy ktoś jeszcze żyje. Po chwili Świstak usłyszał jęk kogoś dobijanego. Udał martwego, ale musiał chyba drgnąć. Poczuł, jak coś ostrego wbija mu się w krocze. Wieczorem półprzytomny wyczołgał się i wmieszał w tłum więźniów. Po marszach śmierci końca wojny doczekało jedynie pięćdziesięciu kilku spośród 1600 więźniów KZ Katzbach.
    Niechciana historia
    Nikt nie poniósł surowej kary za zbrodnie w KL w Zakładach Adlera we Frankfurcie. Dyrektorowi generalnemu Ernstowi Hagemeierowi po obowiązkowej denazyfikacji przywrócono honor i majątek, SS-mani rozpierzchli się po świecie, a same Zakłady pracowały jeszcze do końca lat 90-tych. Przypadkiem dwaj nauczyciele historii, Ernst Kaiser i Michael Knorn z młodzieżą zajęli się Zakładami Adlera.
    – Była to lekcja historii i życia, ale tylko raz poświęca się w ten sposób siedem najlepszych lat – opowiada Knorn. Informacje złożyły się na pionierską na początku lat 90-tych książkę. Dwóch pasjonatów wykonało pracę całego instytutu. Powstała sieć osobistych kontaktów. Dzięki nim w 1993 r. po raz pierwszy oficjalnie zaproszono do Frankfurtu byłych więźniów KL Katzbach. Byli tu potem jeszcze kilka razy. Czując wsparcie sędziwi już goście z Warszawy coraz śmielej upominali się o swe prawa. Po ich przemarszu z tansparentami i głośnikami przez miasto dyrekcja Dresdner Bank zaprosiła do pertraktacji. Otrzymali po 8 tysięcy marek odszkodowania. Potem doszlo też 2000 marek dobrowolnego zadośćuczynienia ze strony miasta. W kilka lat później wywalczone we Frankfurcie sumy, zgodnie z przepisami, zostały odliczone od wypłacanych przez fundację „Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość“ kwot.
    Adlerwerke…….

    żrodło dw

Możliwość komentowania jest wyłączona.