Krzysztof Kłopotowski: Watergate Sumlińskiego


krzysztof_klopotowskiCzy polski dziennikarz jest w stanie obalić polskiego prezydenta, z przyjacielską pomocą paru „głębokich gardeł” w polskich służbach tajnych? Przekonamy się za pewien, raczej dłuższy czas, czy książka Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” sprawi że polski prezydent pójdzie śladem Richarda Nixona, złoży rezygnację i opuści Belweder. Jednak pamiętajmy, że w wypadku Nixona trwało to dwa lata. I udało mu się nawet wygrać wybory na drugą kadencję dużą przewagą głosów, chociaż dziennikarze już zaczęli badać sprawę. 

Skandal takiego rozmiaru wymaga czasu, żeby nabrał w mediach pełnego rozmachu. A przede wszystkim wymaga niezależności od rządu, jaką mają „The Washington Post” i „The New York Times”, i tygodnik „Time”. Ale u nas? Już widzę te demaskatorskie tytuły na pierwszej stronie w „Gazecie Wyborczej” albo w tygodniku u pana Lisa. A może mi się tak tylko przywidziało. Moim zdaniem, Sumliński nie obali Komorowskiego. III Rzeczpospolita to przecież nie Ameryka, bliżej nam raczej do Meksyku.

Obali, czy nie obali, Sumliński mocno zasłużył na jedną z dwóch z głównych nagród SDP. W grę wchodzi Watergate, za dziennikarstwo śledcze albo Wolności Słowa przyznawaną za „publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka”. Ta sentencja pasuje jak ulał do książki, jeżeli jury uzna, że autor podaje solidne dowody niebezpiecznych związków prezydenta Komorowskiego z WSI. Nie mnie o tym sądzić. Nie będąc dziennikarzem śledczym nie znam się na tajnikach tego zajęcia.

Sumlińskiego wyróżnia determinacja w dochodzeniu prawdy, mimo zastraszania przez ludzi z zapewne tajnych służb i wielka cena, jaką za to płaci. W naszym sprostytuowanym zawodzie to krzepiące, że ktoś ujął się honorem i nie odpuścił sprawy, bo jego informator zginął w dziwnym wypadku. Pokażcie mi też drugiego dziennikarza, który targnął się na swe życie nie wytrzymując piekła, jakie mu urządzili tutejsi stróże prawa.

Mówią, że tak się zabijał, żeby się nie zabić. Jeżeli było to tylko wołanie o pomoc, wyobraźmy sobie, że to my wyruszamy na bój z potężną organizacją w imię prawdy. Ale przeliczyliśmy swe siły i potrzeba nam wsparcia. Przecinamy sobie żyły w kościele, płynie krew i modlimy się, żeby ktoś zdążył usłyszeć nasz niemy krzyk… Do jakiego stanu doprowadziły go organy tego państwa. A ponieważ jest to nasze państwo, także my ponosimy obywatelską odpowiedzialność za piekło Sumlińskiego. Przecież to my utrzymujemy przy władzy jego prześladowców oddając im głos w wyborach.

Koledzy, dajcie mu nagrodę Wolności Słowa. A potem niech ktoś nakręci film „Wszyscy ludzie prezydenta”, po naszemu. Po to powstał Polski Instytut Szuki Filmowej, żeby „mówić o polskich sprawach po polsku”. Taki był slogan środowiska filmowego w walce z Platformą Obywatelską o życie polskiej kinematografii.

za: sdp.pl

 

 

za: sdp.pl

Reklamy

One comment on “Krzysztof Kłopotowski: Watergate Sumlińskiego

Możliwość komentowania jest wyłączona.