Strof: Szczęśliwi, syci


St1
Zapewniono nam szczęśliwe trwanie i wieczystą miłość,
prawo, odpoczynek po smutku albo ciężkiej pracy na roli,
w fabryce pachnącej lnem, sierścią; nie można wiele mówić, gdy jest się
wyznawcą zmęczenia.

Milczymy, patrząc bezmyślnie na stare mury, ściany
spichrzy i kościołów. Odczuwamy przyjemność ciała i tyle
nam wystarcza. Nie należy chcieć wiele, oto pierwszy warunek
poczciwego żywota.

Teraz oni, nasi sprawiedliwi i dobrzy sędziowie,
mówią w naszym imieniu i naszym głosem, a jednak
mówią w martwym języku. Lecz my jesteśmy wiecznie
młodzi i spokojni. Za doprawdy niewielką cenę

uzyskaliśmy dostęp do świata, do którego nie mieli
dostępu nasi ojcowie z sadzą wtartą w poranione ręce.
Teraz jesteśmy od nich lepsi, lepsi od siebie samych
z ubiegłego wieku obsianego ziarnem popiołu.

Przystrojeni w wielobarwne kokardy, szczęśliwi i syci,
zanurzamy wypielęgnowane dłonie w wodzie; jest ona jak płynne złoto.
To złoto układa nam się w gardle, to złoto bulgoce w żołądkach.
Nasze szklane spojrzenia chwalą blaskiem dotknięcie ciemności.

Teraz możemy znieść wiele, nie czujemy bólu ani upokorzeń;
w końcu co jest złego w uczciwym, solidnym akcie przytakiwania.
Nasze wykwalifikowane umysły chętnie pozbyły się pytań,
przemierzamy z uśmiechem gorącą pustynię wstydu.

Pozbywszy się ze wzgardą religii ojców, nasyciliśmy się nową;
w pędy snów wbiliśmy oszczepy – oto bezkrwawe zwycięstwo.
Nasi dobrotliwi sędziowie pilnują teraz obrządków,
stoją na straży chybotliwych fresków nowego rytuału.

Od czasu do czasu ktoś się wybudza, powraca z naszego raju,
mówi, że nasi aniołowie wcale nie mają skrzydeł, świętym brak aureoli,
ale kto by tam wierzył, kto by wierzył
w te pełne zawiści pomówienia szaleńców.

W oczach powracających odbija się ognisty miecz,
więc być może zostali wygnani, być może zostali osądzeni.
Wypędzamy ich z naszego kręgu, naznaczamy,
zamykamy swe uszy jak klatki. Sędziowie gładzą nas po policzkach.

Nasi ojcowie z sadzą na zniszczonych dłoniach
patrzą na nas, powiększonych o układną wskazówkę cienia.
Nasi dobrzy sędziowie skazują ich po raz kolejny
na brak nadziei, na rozpacz, na patrzenie na swoje dzieci.

Advertisements