Reżyserka na barykadach. Ewa Stankiewicz mogła być polskim Michaelem Moore’em


64ca12c91f7c33790b0388e01c72e62c[Od red. – nie zgadzamy się z niektórymi tezami autora – choćby owo „wdzieranie się”, ale mimo to uważamy, że tekst jest godny uwagi] Kim dzisiaj jest Ewa Stankiewicz, o której jeden z jej wykładowców ze szkoły filmowej twierdzi, że miała szansę stać się polskim Michaelem Moore’em”. Zastanawia się Kuba Dobroszek.

Po głośnych protestach przed siedzibą PKW wieczorem 21 listopada część tłumu wdziera się do budynku. Wśród tych, którzy dostali się do środka, są m.in. Ewa Stankiewicz oraz Grzegorz Braun. Choć to właśnie Stankiewicz przypisywano później największą moc sprawczą, na dostępnych filmach z miejsca zdarzeń wyraźnie widać, że reżyserka była odrobinę zagubiona, niepewna. Braun był tą osobą, która nawoływała pozostałych do wejścia do środka, on przemawiał do ludzi. – Ewa jest kobietą bardzo wyrazistą, przebojową, ale jednocześnie zbyt podatną na pewne utopijne środowiskowe wpływy – mówi mi jej znajomy. Kim jest osoba, która, jak stwierdził jeden z jej wykładowców z łódzkiej szkoły filmowej, miała szansę stać się polskim Michaelem Moore’em?

Ukończyła nie tylko Państwową Wyższą Szkołę Filmową w Łodzi, ale też Uniwersytet Wrocławski na wydziale polonistyki. Już gdy studiowała reżyserię, wyróżniała się zmysłem artystycznym i tzw. filmowym okiem – jej uczelniani znajomi do dziś podkreślają, że miała dryg, dobrze czuła się na planie, wśród aktorów. Pierwszy sukces nadszedł wraz z filmem „Dotknij mnie” – to historia o ludziach, którzy pragną kochać i być kochani, lecz nie potrafią zauważyć szansy. Produkcja zdobyła Nagrodę Główną w Konkursie Kina Niezależnego na Festiwalu Filmowym w Gdyni w 2003 r. Wydawać by się mogło, że kariera Ewy Stankiewicz dopiero miała nabrać rozpędu.

Czerwiec 2014, Warszawa. Oficjele zgromadzeni na placu Zamkowym czekają na przemówienie prezydenta Baracka Obamy. Obchody rocznicy pierwszych wolnych wyborów w Polsce przebiegają bez zakłóceń. Policja reaguje dopiero wtedy, gdy w tłum próbuje wejść grupa ludzi z transparentem, że śp. prezydent Lech Kaczyński został zamordowany pod Smoleńskiem. Wśród nich jest również Ewa Stankiewicz. To nie pierwsza sytuacja, w której reżyserka tak otwarcie deklaruje swoje, zdaniem wielu, radykalne poglądy. – Nie uważam, że Ewa jest w swoich tezach bardziej radykalna niż Daniel Olbrychski czy Andrzej Wajda. Dlaczego o nich mówi się jako o ekscentrycznych twórcach, a o Ewie jako „oszołomce”, marginesie? – zastanawia się Samuel Pereira, dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie”. Wszyscy pamiętają również sytuację, kiedy Ewa Stankiewicz, podczas wykonywania swojej pracy, została zaatakowana przez Stefana Niesiołowskiego. Zaczęto ją określać jako „PiS-owską przybudówkę”.

Jej konflikt z Olbrychskim jest powszechnie znany. Oboje artystów nie szczędzi sobie gorzkich słów, zwłaszcza aktor używa dosadnych określeń pod adresem swojej oponentki. Jak mówią mi przyjaciele Ewy Stankiewicz, reżyserka była bardzo zszokowana, gdy po raz pierwszy usłyszała, co kolega po fachu ma na jej temat do powiedzenia: – Nie potrafiła pojąć, jakim cudem człowiek ze świata sztuki i kultury może się tak wyrażać. Jej radykalizacja to niejako odpowiedź na działania jej przeciwników – mówi osoba znająca reżyserkę.

Stankiewicz, wbrew medialnym doniesieniom, jest ugodową kobietą, sympatyczną. Nie daje odczuć rozmówcom różnicy wieku. Chętnie dyskutuje ze wszystkimi stronami, pod słynnym namiotem rozstawionym na Krakowskim Przedmieściu często prowadziła polemiki z przypadkowymi przechodniami. Ostatnimi czasy znów stało się o niej głośniej nie tylko ze względu na wtargnięcie do siedziby PKW. Gdy kilka tygodni temu w Katowicach zawaliła się kamienica, w której śmierć poniosło małżeństwo dziennikarzy, Ewa Stankiewicz oznajmiła, że cała akcja może być zaaranżowana przez Rosjan. Choć reżyserka od stwierdzenia później się wyraźnie dystansowała, znów przypięto jej łatkę „oszołomki” i „prawicowej radykałki”. – Nie wiesz, to nie gdybasz. Takimi stwierdzeniami ona odbiera sobie całą powagę – mówi jeden z prawicowych dziennikarzy. A inny dodaje: – Ewa może rzeczywiście za bardzo się radykalizuje, ale oceniałbym ją przez pryzmat całokształtu, a nie poszczególnych, mniej lub bardziej fortunnych wypowiedzi.

Idolką prawicy stała się po premierze filmu „Trzech kumpli” opowiadającym o losach Bronisława Wildsteina, Stanisława Pyjasa i Lesława Maleszki. Potem przyszedł zrealizowany z Janem Pospieszalskim film „Solidarni 2010”. To wtedy reżyserka zetknęła się ze zmasowaną krytyką pod swoim adresem, że nie dopuściła do głosu drugiej strony. Tłumaczenia na te zarzuty okazały się dosyć oczywiste: artystka przedstawiała opinie ludzi, którzy akurat gromadzili się na Krakowskim Przedmieściu. Film był dokumentem, uwieczniał pewną konkretną sytuację. Dlatego wiarygodne wydają się tłumaczenia Stankiewicz, która zastanawiała się, jak mogła przedstawić punkt widzenia oponentów ludzi wypowiadających się w „Solidarnych”, skoro pod krzyżem ich po prostu nie było. Reżyserka, z natury ufna i ugodowa, znów nie mogła się nadziwić, dlaczego ludzie wypowiadają się z taką złością.

Naturalną koleją rzeczy zaczęto wpychać ją w struktury Prawa i Sprawiedliwości. Choć partia Jarosława Kaczyńskiego chętnie korzystała z poparcia Stankiewicz, nigdy specjalnie nie próbowała wciągnąć jej do partii. Zresztą sama reżyserka, wbrew pozorom, niechętnie brała udział w polityczno-partyjnych przepychankach. Owszem, można zarzucać jej zbyt intensywne ideologiczne zaangażowanie, zwłaszcza po jej pracach w stowarzyszeniu Solidarni, ale w prywatnych rozmowach artystka podkreśla, że nigdy nie przejawiała politycznych aspiracji. – Trochę nie radziła sobie z organizacją strukturalną stowarzyszenia. Była chaotyczna w sprawie organizacji, ale jednocześnie bardzo, bardzo drobiazgowa i wymagająca, jeśli chodzi o pracę filmową – opowiada jeden z byłych działaczy „Solidarnych”.

Po ostatnich wydarzeniach wydawać by się mogło, że Ewa Stankiewicz raz na zawsze porzuciła swoje reżyserskie pasje na rzecz dziennikarstwa i czegoś, co jej przyjaciele szumnie nazywają „walką o sprawę”. Obecnie współpracuje m.in. z Telewizją Republika, gdzie pełni funkcję dyrektor artystycznej. Jednak umiejętności i talentu tak po prostu się nie traci. Tytuł polskiego Michaela Moore’a wciąż czeka.
***
„Dotknij mnie”
Film wyreżyserowany wraz z Anną Jadowską i zrealizowany na podstawie napisanego wspólnie scenariusza uzyskał w 2003 nagrodę główną w Konkursie Polskiego Filmu Niezależnego na 28. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

„Trzech kumpli”
Film z 2008 r. zrealizowany wraz z Anną Ferens. Ewa Stankiewicz otrzymała za niego Nagrodę Główną Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

za: polskatimes.pl

Advertisements

2 comments on “Reżyserka na barykadach. Ewa Stankiewicz mogła być polskim Michaelem Moore’em

  1. i znów to „wdzieranie się” do budynku PKW: weszli pokojowo prowadzeni przez Konrada Komornickiego, a potem przez tego samego wypraszani przez megafon

Możliwość komentowania jest wyłączona.