Strof: Pochwała rewolucji


Strof2Pochwała rewolucji

O, jakże godne pochwały jesteście, rewolucje!
Na rynku nadzieję sprzedają jak mąkę na uncje.
Towar tak samo sypki, lecz ostatecznie ujdzie

w tłumie, który chwilowo zastępuje próżnię.
Pustka to choroba sumień. Bywa w końcu różnie.
Dobrze wiedzieć o echu, gdy coś wrzucasz w studnię.

Nadzieja, jak wiadomo, przychodzi dość łatwo.
Na placach nauczają święci Petrol & Patrol.
A z martwych ust piach się sypie tuż przy rzeczy gruncie.

Najnowsze wiadomości dochodzą zza kulis;
na dębowym stole położony wybór, plan i zapach ulic.
Dym petard miesza się z dymem cygar za ogrodową bramą.

Farba, obłażąc z prętów, obnaża metaliczną ranę.
Noc skrzepła i skrzypi w zawiasach godzin przed świtaniem.
Na skrzyżowaniu mrok tylko ma zielone światło.

Oto odchodzi i niknie w perspektywie ulicy ten czy inny tyran.
Można teraz nowy zacząć wyśpiewywać dytyramb.
Zawsze będzie w zapasie wiązka tych samych sylab.

Są ogrody wysokie; a niżej ulice.
Most rdzewieje i pęka przy wadliwym nicie.
Rewolucje cenią przyjaźń, choć bardziej na śmierć niż na życie.

Rewolucja w telewizorze:
obraz dobry, dźwięk wypada trochę gorzej.
Zawsze jednak można w porę odsunąć głośniczek.

Owinięto entuzjazm w nabłyszczany papier.
Przez noc całą ów widok rozwadnia się i kapie.
I ściana nadstawia wsiąkającym kroplom drugi policzek.

 

 

Reklamy