Agnieszka Romaszewska: „Uszanujmy powagę chwili’. Piotr Zaremba: „Zbigniew Romaszewski – mój senator”


Romaszewski2-ban Szanowni znajomi i czytelnicy mojego bloga chciałabym jeszcze raz poinformować, że uroczystości pogrzebowe mojego Taty odbędą sie w czwartek 20 lutego. Msza żałobna o 13 w Archikatedrze Warszawskiej św. Jana, a potem pogrzeb na Powązkach Wojskowych.

Mój Ojciec był wielkim patriotą i państwowcem. Bardzo szczerze szanował wszelkie instytucje i majestat Państwa Polskiego – niezależnie od tego kto je reprezentuje. Ponieważ będzie to pogrzeb państwowy, w którym uczestniczyć będą zapewne zarówno Osoby Oficjalne, wraz z Panem Prezydentem, jak i przyjaciele i sympatycy Zmarłego oraz jego środowisko polityczne, trochę boję się napięć, bo rachunki krzywd i niechęci w Polsce są wielkie. I mam szczerą prośbę oraz ogromną nadzieję na uszanowanie powagi chwili i przede wszystkim mojego OJCA. To był naprawdę człowiek bardzo silnych i niezłomnych przekonań, ale też głębokiej osobistej kultury. Był człowiekiem Solidarności przez duże i małe „s”.

Przy okazji chciałabym wyjaśnić kilka nieścisłości, ktore nagromadziły się w mediach, wokół tego bolesnego dla mnie wydarzenia: otóż Zbigniew Romaszewski zmarł w wyniku tzw. zawału mózgu czyli inaczej mówiąc udaru. Wszelkie inne komplikacje były tego pochodną, a pierwsze podane informacje wynikły z niepełnej jeszcze wówczas wiedzy lekarzy.

Za dotychczasową pomoc dziękuję serdecznie Senatowi RP, m. st. Warszawa i przede wszystkim niezawodnym, naprawdę „najniezawodniejszym” Przyjaciołom. Wraz z Mamą nie mamy zbyt licznej Rodziny, ale ta nasza Rodzina z wyboru jest naszą podporą.

Będę wdzięczna za rozpowszechnienie tej informacji.

Agnieszka Romaszewska

—–

od red. – apel uzupełniamy artykułem Piotra Zaremby z wPolityce.pl

Zbigniew Romaszewski – mój senator. I człowiek, który nie zatracił zdolności dziwienia się

Po cudzej śmierci  próbujemy układać opowieść o zmarłym i formułki, jakie cisną nam się do ust, wydają się nazbyt uładzone jak na naszą wolę, aby  przedłużyć choć na chwilę obecność zmarłego. Na dokładkę sami się obawiamy, że nasze najprawdziwsze obserwacje brzmią jako coś rytualnego, grzecznościowego. Mówimy „był skromny” i szukamy na twarzach innych czegoś 

więcej niż ugrzeczniona konwencjonalność.

Nie wiem, ile razy głosowałem na Zbigniewa Romaszewskiego jako na mojego senatora. Chyba za każdym razem i na pewno po raz pierwszy w roku 1989. On zasiadał w Senacie przez 22 lata, był wybierany siedmiokrotnie, pod różnymi szyldami, ale zawsze wierny swojej opcji, którą można by nazwać prawicowo-lewicową. 

Wierzył, że uda się zmienić Senat w ważną instytucję narodowej debaty. Stało się trochę inaczej, ta druga izba zmieniła się w cień Sejmu, coraz rzadziej wsłuchiwaliśmy się w to, co tam mówiono. Ale on był dumny z tego mandatu, dumny z możliwości przemawiania zgodnie ze swoim przekonaniem. Do końca pozostał niezależny, nawet PiS-owi, partii, która pasowała do niego ogólną wrażliwością, potrafił się postawić, choćby w sprawie kształtu ustawy lustracyjnej.

Był człowiekiem, który zachował zdolność dziwienia się, w świecie, w którym coraz bardziej utrwalała się poza pod tytułem „nie dziwię się niczemu”. On ciągle czegoś nie mógł pojąć, ciągle szukał potwierdzenia, że tak naprawdę może być, choć przecież racje moralne są gdzie indziej, choć absurd sytuacji czy czyichś słów jest oczywisty. To nie była naiwność. To była niezgoda na świat nieprzyzwoity.

Obdarzałem go zaufaniem, choć niektóre jego poglądy nie były moimi. Po pierwsze ze względu na życiorys. Choć w 1989 roku na Wiejskiej zaroiło się od ludzi  dzielnych, mało było tak dzielnych jak on. Z tym wiązało się przekonanie, że w trudnym momencie nie zawiedzie. Że opowie się po dobrej stronie, zada właściwie pytanie, zdystansuje się od czegoż, od czego trzeba się trzymać jak najdalej.

Senator był mi bliski z wielu innych powodów. Był tak jak ja patriotą Warszawy. To że mieszkał w kamienicy na Alei 3 Maja przy wiadukcie przed Mostem Poniatowskiego, kamienicy, która zagrała w tylu filmach, to symbol tej jego warszawskości. Każdy, kto jechał do jego mieszkania staroświecką windą z drewnianą ławeczką, wiedział bez słów o co chodzi.

Był wyrazicielem tradycji niepodległościowej, a poprzez żonę Zofię, wnuczkę sławnych polityków PPS, ale i przez własne wybory, także i pepeesowskiej. Stąd to jego niebywałe wyczulenie na tematykę praw człowieka. Stąd kult osobistej odwagi. Stąd wyprawy do Radomia w 1976 roku, aby bronić  bardzo prostych ludzi. 

Tak się złożyło, że żeby być uczciwym lewicowcem po roku 1989 trzeba było przejść na stronę prawą. Senator, jak napisał Piotr Skwieciński, odrzucał model transformacji jako tu przyjęto, ale też po prostu nie rozumiał, jak można czarne nazywać białym, czynić z dawnych funkcjonariuszy dyktatorskiego systemu poważanych celebrytów. Więc jak już napisałem, dziwił się nieustannie.

W roku 2011 mógł być wystawiony przez PiS w każdym okręgu, gdzie prawica wzięłaby mandat. Ale nie chciał porzucać swojej Warszawy. Padł ofiarą konsekwentnie większościowej ordynacji, ale i zmieniającej się natury własnego miasta. Zabolała go porażka z Markiem Borowskim wystawionym przez PO. Dlatego, że to zamknęło gwałtownie kawał jego życia, ale i dlatego, że znowu trzeba się było dziwić. To przecież jego odwaga w najtrudniejszych chwilach powinna być doceniona, a nie została.

Całkiem niedawno znalazł się i odnalazł na Ukrainie. Pojechał tam gdzie najtrudniej – nie do Kijowa, a do Charkowa, gdzie opozycja trwa na swoim Majdanie w dużo gorszej sytuacji niż w stolicy. Odnalazł tam dawny klimat walki za wolność naszą i waszą. On starszy pan, jak mi opowiadano ganiał się z brutalną ukraińską milicją.

Śmierć dopadła Pana nagle. Był Pan dla nas, Panie Senatorze, metrem z Sevres odwagi. Bez Pana świat, Polska, Warszawa będą gorsze

źródło: Jeden taki
Blog Piotra Zaremby

 

Reklamy

One comment on “Agnieszka Romaszewska: „Uszanujmy powagę chwili’. Piotr Zaremba: „Zbigniew Romaszewski – mój senator”

  1. Wyrazy szczerego wspolczucia
    dla rodziny i przyjaciol.
    Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie,
    a światłość wiekuista niechaj mu świeci
    na wieki wieków. Amen.

Możliwość komentowania jest wyłączona.