Gość z Krainy Czarów – Marek Grechuta


popiersie_marek_grechuta„Bez ambicji, pasji i odrobiny szaleństwa nie można niczego dokonać w sztuce”
Marek Grechuta (10.12.1945 – 9.10.2006)

Na zawsze pozostanie kimś nierzeczywistym, tajemniczym, żyjącym w innym wymiarze


Wojciech Majewski: Grechuta przybył z nieznanej krainy, by spełnić swą misję i pewnego dnia odejść…

Pierwszy raz z jego twórczością zetknąłem się jako licealista, na początku lat dziewięćdziesiątych. Pochodzę z domu, w którym na co dzień słuchano jazzu, więc Grechuta nie należał do kręgu moich zainteresowań. Znałem jego największe przeboje, ale poza tym nie wiedziałem o nim nic. Jednak zaintrygowała mnie kiedyś jedna z jego piosenek, ponieważ było to brzmienie całkowicie inne od muzyki, jaką można było usłyszeć w radiu. Zacząłem kupować płyty Grechuty w sklepach ze starymi trzeszczącymi winylami i „wpadłem” niczym Grzegorz Turnau dziesięć lat przede mną.

Najwyraźniej twórczość Grechuty była tym, na co podświadomie czekałem, czego było mi potrzeba. Szybko zapragnąłem usłyszeć Grechutę na żywo. W latach dziewięćdziesiątych koncertował dość regularnie raz lub dwa razy do roku w warszawskim Teatrze Na Woli, rzadziej w Teatrze Komedia. Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z nim osobiście, właśnie skończył nagrywanie płyty Dziesięć ważnych słów. Robił wrażenie kogoś, kto całkowicie panuje na scenie, roztaczał wokół siebie aurę charyzmy. Wszystko, co mówił, miało jedynie charakter informacyjny, nie kokietował widowni, nie opowiadał dowcipów, lecz pozwalał nam uczestniczyć w odprawianym przez siebie obrzędzie. Nie gestykulował, stał niemal nieruchomy, wyprostowany, pewien siły wzbudzającej aplauz publiczności.

I nie mylił się: każdy koncert kończył się bisami, często też oklaskami na stojąco. Kilka momentów utkwiło mi szczególnie w pamięci. Kiedyś słuchając Sztuki, miałem uczucie unoszenia się nad ziemią – ekstatyczny śpiew Grechuty i harmonia wprowadzały tak niesamowity nastrój. Jako ostatni bis często śpiewał Świecie nasz, zwracał się wtedy do publiczności: „Chciałbym poprosić, aby w następnym utworze zaśpiewali państwo ze mną te dwa słowa: »świecie nasz«”. Tworzyła się wtedy na sali gorąca atmosfera, ludzie zaczynali śpiewać i często się wzruszali. Niepowtarzalność Grechuty powodowała, iż biorąc udział w jego koncertach, ulegałem jego magii. Obojętnie, w jakiej był kondycji, czy śpiewał, czy tylko mówił, potrafił skupić na sobie uwagę słuchacza.

Jak wytłumaczyć fenomen Grechuty piosenkarza? Nie wiem. Myślę, że to rzecz niemożliwa do zdefiniowania i pozostanie tajemnicą.
* * *
Napisałem kilka szkiców na temat Grechuty i zapragnąłem poznać go osobiście. Po którymś z recitali jeden z muzyków z grupy Anawa przedstawił mnie artyście. Na mój widok Grechuta powiedział: „Całe pokolenia muzyków!” (myśląc o moim bracie, ojcu i o mnie). Umówiliśmy się na spotkanie następnego dnia w hotelu Novotel w Warszawie. Pokazałem szkice, a Grechuta powiedział: „No cóż, wykazał się pan niezłą znajomością mojej twórczości”. Wtedy wkroczyła jego żona Danuta: „Jeśli jest pan pianistą, to może zrobiłby pan muzykę Marka na jazzowo”. Gdy wróciłem do domu, pierwsze, co przeszło mi przez myśl, to słowa Jana Ptaszyna Wróblewskiego: „Grechuta i jazz? To brzmi jak science fiction”.
(…)
Nie miałem zamiaru zmieniać strony harmonicznej i melodycznej, a poza improwizacjami jazzowymi postanowiłem dodać klasycyzujące, romantyczno-ekspresjonistyczne introdukcje. Powstała całość, która niewątpliwie jest jazzem, a dzięki sugestywności tematów Grechuty zachowuje ducha oryginału i pokazuje nowy aspekt jego twórczości.

Tomasz Szukalski: Kompozycje Grechuty cechuje szlachetna prostota, wniknięcie w tę muzykę pozwala odkryć w niej romantyzm, polskość, głębię i tęsknotę za dobrem. Mimo iż tematy te nie są jazzowe z natury, to jednak bardzo nas motywowały do improwizacji.

Robert Majewski: Utwory Grechuty to świetne kompozycje, pobudzające wyobraźnię, o bogatej melodyce. Niewątpliwie za jego osiągnięciami stoi olbrzymia praca, niemniej został obdarzony prawdziwym talentem. Oryginalność i bezpretensjonalność jego piosenek kojarzy mi się z tym, czego w jazzie dokonał Krzysztof Komeda. Tylko takie osobowości przetrwają próbę czasu.

Ku mojej radości sam kompozytor zaaprobował moją płytę zatytułowaną po prostu Grechuta i wydaną w 2001 roku.
(…)
Starannie dobierał grono znajomych, unikał licznych kontaktów, choćby mogły być korzystne w działalności artystycznej. W sposobie bycia miał bardzo dużo niedzisiejszej egzaltacji i wyniosłości, na co dzień przestrzegał tak zwanej etykiety.(…) W Krakowie zetknąłem się z niezwykłą hojnością Grechuty, otrzymałem od niego wielką butelkę kanadyjskiej whisky, którą wspólnie z ojcem gorliwie opróżniłem po powrocie do Warszawy. Kiedy byłem jego gościem, zapytał: „Czy ma pan moją płytę Szalona lokomotywa?”. „Tak” – odparłem. „Więc będzie pan miał drugą dla mamy”. „Czy ma pan mój tomik wierszy Na serca dnie”? Powiedziałem zgodnie z prawdą, że mam. „Będzie pan miał następny” – odrzekł.
(…)
Zapadły mi w pamięć jego słowa: „Bez ambicji, pasji i odrobiny szaleństwa nie można niczego dokonać w sztuce”. Na zawsze pozostanie dla mnie człowiekiem nierzeczywistym i tajemniczym, żyjącym w innym wymiarze. Moja książka stanowi spojrzenie na Grechutę z pozycji muzyka, który znał go osobiście – ale także z perspektywy skromnego widza.

źródło: Wojciech Majewski: „Marek Grechuta – portret artysty” (wstęp)


Ile razem dróg przebytych grechuta_grob_550
ile ścieżek przedeptanych
ile deszczów , ile śniegów
wiszących nad latarniami

ile listów , ile rozstań
ciężkich godzin w miastach wielu
i znów upór , żeby powstać
i znów iść i dojść do celu

ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień , wspólnych dążeń
ile chlebów rozkrajanych
pocałunków ? schodków? książek?
oczy twe jak piękne świece
a w sercu źródło promienia
więc ja chciałbym twoje serce
ocalić od zapomnienia

u twych ramion płaszcz powisa
krzykliwy , z leśnego ptactwa
długi przez cały korytarz
przez podwórze , aż gdzie gwiazda Wenus
a tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia
chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.

/Konstanty Ildefons Gałczyński/


Marek Grechuta jest nadal wśród nas – i na pewno się nie czułby się urażony tym „występkiem”:


niedawno „grechucząco” wspominano u nas i tutaj

pierwotnie wpis ukazał się na solidarni2010.pl, autor: kayan, wpisał dnia 10.12.2011r.

.

 

Reklamy