Kogo naprawdę boi się Układ?


Okadka-II_xnnnnph „Zwalczanie PiS-u, kopanie Kaczyńskiego i Macierewicza po „Smoleńsku” to jest zdrada i kolaboracja z Układem”

[od red. –  dzięki  inspiracji pani Małgorzaty Todd przypominamy ważny i ciągle aktualny tekst Mirosława Kokoszkiewicza z grudnia 2012, który pierwotnie zamieszczony był na łamach  ogólnopolskiego tygodnika Warszawska Gazeta 

Na wstępie tego tekstu muszę złożyć pewną dość ważną z punktu widzenie jego dalszego ciągu deklarację. 

Nie jestem członkiem partii Prawo i Sprawiedliwość, ani żadnego innego ugrupowania politycznego. Dodam jeszcze, że i przed 1989 rokiem nie należałem do PZPR ani do którejś z jej „satelit”. Udało mi się również jakoś przeżyć młodość bez wstępowania do komunistycznej młodzieżówki typu ZMS czy późniejszy ZSMP, co było szczególnie trudne podczas odbywania w PRL zasadniczej służby wojskowej.

Jak wiemy „bezpieczniacy” tak w PRL-u jak i już w III RP najbardziej obawiali się ruchów prawicowych i niepodległościowych, o czym świadczyć może skandal z inwigilacją prawicy już po rzekomym odzyskaniu przez Polskę niepodległości i zainstalowaniu nad Wisłą demokracji fasadowej.

Przez cały czas, jako człowiek o poglądach prawicowych i konserwatywnych sympatyzowałem z różnymi ugrupowaniami politycznymi, a w swoich wyborach miotałem się od UPR, KPN, ROP, AWS, LPR do Prawa i Sprawiedliwości.

Penetracja środowisk prawicowych i próby ich dzielenia, skłócania i rozbijania przy wykorzystaniu agentury i pożytecznych idiotów sprawiły, że z czasem nabrałem do polityków i dziennikarzy działających po prawej stronie sceny politycznej wręcz chorobliwej podejrzliwości.

Dopiero po 2005 roku histeryczny, zmasowany i bezprecedensowy atak na PiS i braci Kaczyńskich zaczął przekonywać mnie, że właśnie ta, przecież niedoskonała formacja polityczna, jest odbierana po raz pierwszy przez establishment III RP, jako realne zagrożenie dla patologicznego systemu III RP.

10 kwietnia 2010 roku chyba już każdy logicznie myślący człowiek pojął, że to właśnie PiS oraz bracia Kaczyńscy są dla „grupy trzymającej władzę” śmiertelnym zagrożeniem i tylko wyjątkowy zbieg okoliczności pozwolił Jarosławowi Kaczyńskiemu ujść z życiem.

Od tamtego tragicznego dnia zrozumiałem, że mamy oto, jakby to brutalnie nie zabrzmiało, dzięki właśnie tej tragedii, po raz pierwszy od 1989 roku jasną sytuację.

Każdy Polak marzący o wyrwaniu Ojczyzny z rąk „rycerzy okrągłego stołu”, nawet taki, który nie znosi Jarosława Kaczyńskiego, musiał przyznać, że ten zamach wskazał nam PiS, jako partię polityczną, która napędziła śmiertelnego strachu i zagroziła układowi, czyli obcym służbom, które pociągają za sznurki miejscowych marionetek ucharakteryzowanych na „mężyków stanu”. Właściwie głównie przekonywaniu do tej tezy poświęciłem wydaną w tym roku książkę „Jak zabijano Polskę”.

Oczywiście nie oznacza to, że teraz wszyscy patrioci marzący o prawdziwie wolnej Polsce powinni jak jeden mąż wstąpić do PiS-u oddając się pod rozkazy jedynego na prawicy „wodza”.

Jednak wspieranie partii Jarosława Kaczyńskiego, a przynajmniej nieszkodzenie jej powinno być racją stanu wszystkich prawdziwie patriotycznych sił gdyż tragedia dziejowa, do jakiej doszło nad Smoleńskiem powiedziała nam najdobitniej jak tylko można, kogo boją się naprawdę wrogowie Polski i ci, którzy otrzymali ją od nich niejako w pacht.

Każda próba wychodząca z prawej strony mająca osłabić, rozbić bądź unicestwić PiS jest dla mnie zdradą Polski, podobnie jak gorączkowo tworzone inicjatywy przedstawiające się, jako „jedyna” alternatywa dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Wiemy z historii jak bardzo różniący się politycznie ludzie działali w Armii Krajowej. Wiemy, co spowodowało, że Piłsudski, Paderewski i Dmowski rozegrali decydujący fragment zwycięskiego „meczu” o Polskę w jednej drużynie mimo dzielących ich różnic. Wiemy dlaczego w 1920 roku Piłsudski sięgnął po generała Rozwadowskiego, którego przecież nie cierpiał.

Jeżeli ktoś udając światowej klasy trenera chce teraz w decydującym momencie zdejmować z boiska tych zawodników, których nasz przeciwnik najbardziej się obawia i na co mamy niezbite dowody, ten jest zdrajcą, agentem im służącym, a w najlepszym przypadku pożytecznym idiotą.

Dlatego mogę wybaczyć takiemu na przykład Januszowi Korwinowi-Mikke to, że należał w młodości do ZMS-u, a w stanie wojennym podpisał lojalkę, ale już te słowa demaskują go dzisiaj całkowicie i w innym świetle ukazują prawdziwy cel jego działalności po 1989 roku: „Wobec tego, że PiS wysuwa się przed PO –zmieniamy cel ataku”A teraz Korwin-Mikke po zamachu na tygodnik „Uważam Rze”:

„Pismo do tej pory było w łapach PiS-u, czyli partii komunistycznej udającej prawicę. Wyzwolenie pisma z rąk partii, która głosowała za anschlussem do Unii Europejskiej i która poparła traktat lizboński witam z entuzjazmem”

No i w pierwszym numerze „nowego” Uważam Rze przemycono pewne zdanko Romana Giertycha:

„Zrobię wszystko, by zapobiec powrotowi Kaczyńskiego do władzy”

W przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego Pan Mikke, co ze smutkiem stwierdzam, nigdy dla Systemu zagrożeniem nie był. Z jakichś tajemniczych powodów przyjął rolę prawicowej maskotki salonu odgrywając oryginała i dziwoląga, a był moment w czasach, kiedy na niego głosowałem, że zachowywał się tak jakby wystraszyła go rosnąca popularność UPR i wykonywał zadanie sprowadzenia tej popularności z powrotem na bezpieczny poziom 1 czy 2 procent.

Radzę wszystkim by z rezerwą podchodzili do już istniejących „patriotycznych inicjatyw” oraz tej „głównej”, która zostanie niebawem powołana. Ich cel to atak na Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza.

Jeszcze raz powtarzam, ja nie wzywam do masowej miłości skierowanej do PiS-u i jego lidera oraz zbiorowego amoku i okrzyków „Wodzu prowadź na Kowno”.

Jeżeli ktoś zrozumiał właściwie to, co stało się 10 kwietnia 2010 roku, a nie kocha Jarosława Kaczyńskiego to jeżeli jest polskim patriotą, niech PiS i jego lidera pragmatycznie potraktuje, jako najlepsze na dzisiaj narzędzie służące odzyskaniu Polski.

No chyba, że narodzi się wkrótce „prawicowa” teoria spiskowa mówiąca, że smoleński mord miał za jedyny cel uwiarygodnienie przez siły tajemne „zdrajcy Kaczyńskiego”, jako głównego rozgrywającego na prawicy tylko po to by odsunąć na margines prawdziwe zagrożenie dla Systemu w postaci Korwina z Giertychem, Migalskiego z Poncyliuszem, Szeremietiewa z Oparą oraz Kurskiego z Dornem.

Z całym szacunkiem dla wymienionych Panów, ale prawdziwym zagrożeniem dla dzisiejszych władców III RP możecie być tylko w strategicznym sojuszu z PiS-em, któremu to sojuszowi na imię „Odzyskać Polskę”. Dopiero później możecie wziąć się za łby i wykłócać się o to, jaka ma być ta wolna już Polska.

Zwalczanie PiS-u, kopanie Kaczyńskiego i Macierewicza po „Smoleńsku” to jest zdrada i kolaboracja z Układem, bo w głupotę niewątpliwie inteligentnych ludzi, jakoś trudno mi uwierzyć.

Mirosław Kokoszkiewicz
Artykuł opublikowany w ogólnopolskim tygodniku Warszawska Gazeta
Polecam moją nową książkę, „Polacy, już czas” ozdobioną rysunkami Arkadiusza „Gaspara” Gacparskiego, jak i poprzednią.
 
Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900

 

Reklamy

5 comments on “Kogo naprawdę boi się Układ?

  1. Układ, dziś już tylko, boi się swojego własnego cienia, który do rozliczenia.

  2. Czego boi się uklad? Retoryczne pytanie, boi się utraty zdobytych pozycji w polityce, bankach, kont bankowych. Dorobili się na totalnych oszustwach kosztem całego społeczeństwa wpływów władzy. Resztę bez CENY sprzedali zachodniej MAFI! Pod szyldem Uni Europejskiej i wpływów porfidnego ż.d.s.wa w. Balcerek zapoczątkował ale jego kumple kończą.
    @Max, Waldorfus: jesteście na stronie agentami?

Możliwość komentowania jest wyłączona.